TROCHĘ ZIMY JESIENIĄ

Dziś w Lubniewicach temperatura jest już prawie zimowa – ledwie plus pięć. Niewiele brakuje, by deszcz za oknem zamienił się w śnieg.
Śnieg zaliczyliśmy wczoraj – w Szklarskiej Porębie.
Ale po kolei.

Najpierw były góry czeskie na pograniczu polsko-czesko-słowackim, jakieś 30 km za Czeskim Cieszynem. Bajkowa kraina, a w niej miejsce, gdzie, jeśli ktoś spragniony, może się wyciszyć i pomedytować, lub tak jak my, po prostu pobyć. Pogrzać się przy prawdziwym kaflowym piecu, zjeść na kolację wegańskie pasty i pasztety, a na śniadanie tofucznicę. 😉
A naokoło piękna jesień i cisza, w której słychać tylko dzwoneczki owiec.

Przy okazji – bo kto wie, kiedy znowu się nadarzy – zrobiliśmy sobie też wycieczkę do Cieszyna – to znaczy do dwóch, czeskiego i polskiego. Piękne euromiasto przecięte rzeką Olzą i linią kolejową, ze stacją znaną mi z piosenki Nohavicy. Przez cały czas podczas spaceru śpiewały mi się w głowie  „Těšínská” i „Dokud se zpívá”.

Z Beskidów pojechaliśmy potem w Karkonosze – do Szklarskiej Poręby na tradycyjne spotkanie pospływowe. Tradycyjnie było bardzo udane i przyniosło najważniejsze ustalenia kajakarskie na rok przyszły.
Tylko pogoda nas nie rozpieszczała, tzn. głównie doświadczała niskimi temperaturami, poza tym prawie codziennie deszczem, a na koniec też śniegiem.

Wróciliśmy wczoraj po pięciodniowej nieobecności, dom zdążył się dość mocno wychłodzić, ale od czego się ma kominek. 🙂
Zdjęć narobiłam znów sporo. Wiele z nich – przez szybę, bo od czasu wyjazdu do Szkocji nabrałam takiej manii przezszybopstrykania. Na szczęście nasze wycieczki odbywają się nie tylko „po japońsku” – zwiedzanie przez szybę samochodu. Trochę też przetuptaliśmy, nawet mamy tu i ówdzie zakwasy.

Wyprawa, kończąca nasz tegoroczny sezon wyjazdowo – wycieczkowy, bardzo się udała. Rodzinnie, towarzysko, przyrodniczo…
W ogóle cały tegoroczny sezon mieliśmy szczególnie obfity i udany.

 Góry czeskie przez szybę samochodu (a napisy na pograniczu cieszyńskim są wszędzie podwójne: polskie i czeskie). 

 Przy piecu kaflowym (takim, który trzyma ciepło aż do rana) grzałam się ostatnio w latach 70. ubiegłego wieku. 

 Tofucznica, czyli jajecznica bez jajek. Bardzo smaczna, a dzięki przyprawom, m.in. kurkumie i czarnej soli (o istnieniu tej ostatniej dotąd nie miałam pojęcia), smakiem i wyglądem przypominała jajkową! Smakują mi te wegańskie wynalazki, lecz z uwagi na mięsożernego męża diety raczej nie zmienię.

 Górki czeskie z bliska.

 Jedna kamienica teszinska, druga cieszyńska, a pomiędzy nimi Olza – całkiem spora rzeka. 

 Rynek w Cieszynie.


Z Těšína vyjíždí vlaky co čtvrthodinu…

 A to już klasyka karkonoska.

   W Szklarskiej (w sobotę) padał deszcz.

 A w niedzielę od rana sypnęło śniegiem. W trakcie drogi powrotnej w okolicach Wojcieszowa śnieg przeszedł w deszcz, a zima znowu w jesień – i takaż,  wciąż jeszcze kolorowa, choć już mocno chłodna, przywitała nas na ziemi lubniewickiej.

Reklamy

2 komentarze do “TROCHĘ ZIMY JESIENIĄ

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s