ZAROBIUNO

Czyli „zarobiona, zapracowana”. Tak z poznańska wzdychała czasami moja mama Pelunia, przemęczona nadmiarem obowiązków.
Niespełna miesiąc temu była kolejna rocznica jej śmierci, lecz – także „zarobiuno” (w grudniu przedświątecznie, teraz korekcyjnie), nie miałam głowy i czasu na wspomnienia, choć oczywiście one i tak są we mnie.
Za to którejś nocy mama mi się przyśniła. Staliśmy nad nią w kilkoro, leżącą w łóżku, martwą, przykrytą kwiatami i czymś w rodzaju dywanika z równo przystrzyżoną zieloną trawą. Leżała bokiem, nie na wznak. Poszwa na widocznej wśród tej żywej roślinności kołdrze, w malutkie niebieskie kwiatki na białym tle – to była ta sama, jaką mam do dziś, mocno już spraną, uszytą kiedyś rękoma Peluni.
Spod kołdry wystawała stopa mamy, chciałam ją wepchnąć pod przykrycie, otulić. Stopa była ciepła! A moje dotknięcie spowodowało, że mama ożyła. Podniosła lekko głowę, zaczęła się w tym łóżku przekręcać na drugi bok, coś mówić. Zamiast wziąć ją w ramiona, przytulić się do niej, poleciałam szukać lekarza, który potwierdziłby zmartwychwstanie mamy. Nawet znalazłam jakiegoś – grubasa w okularach – ale nim zdążyłam z nim wrócić do Peluni, sen się urwał.
W sumie – całkiem sympatyczny, prawda?

W przerwach w zarobieniu trochę się fejsbukuję, trochę czytam. W tej chwili – „Rozdartą zasłonę” (następne przygody detektywistyczne profesorowej Szczupaczyńskiej; ach, te krakowskie smaczki…).
Niedawno zaś skończyłam „Ucho Igielne”, najnowsze mistrzowskie dzieło Wiesława Myśliwskiego. O nim – w niecodzienniku:https://kobietadomowa.wordpress.com/codziennie-choc-jedno-zdanie/opowiesc-o-schodach-zycia-ucho-igielne-wieslawa-mysliwskiego/

(Zima na zdjęciu – z lutego ub. roku;  bo obecnie wciąż czekamy na śnieg)

Reklamy

UWA MUWA

Albo może oowa moowa. Lub ówa mówa? 😀 Dziwnie to wygląda zapisane „po polsku”. Chodzi mi o niezrozumiałe słowa wypowiadane przez Marka Knopflera z grupy Dire Straits w piosence „Money for nothing”. W każdym razie DLA MNIE niezrozumiałe. Po drugiej zwrotce i refrenie, na tle tej swojej obłędnej gitary Knopfler w pewnym momencie mówi to „uwa muwa”.
To był wielki, jeden z największych przebojów zespołu (choć słuchacze Trójki dużo wyżej notują „Brothers in Arms”, co roku I albo II miejsce) –  i w ogóle wielki szlagier tamtych czasów – czyli w roku 1985. Aż 39 tygodni na liście przebojów Trójki (dotarł do drugiego miejsca)! Słuchając Trójki co dzień, oczywiście wciąż słyszeliśmy tę piosenkę na antenie. Rozróżnialiśmy oczywiście poszczególne słowa, zwłaszcza te z refrenu, choć nie bardzo mieliśmy pojęcie, o co chodzi – tyle, że to coś o MTV i muzykach, którzy biorą pieniądze za nic i jeszcze jakieś „cziks” za darmo, nie od razu kojarząc, że chiks to laseczki.
Nasz syn Jasiek miał wtedy roczek z kawałkiem, więc nie rozumiał tym bardziej. Ale słuchając radia wraz z nami, bezbłędnie rozpoznawał tę piosenkę. „Uwa muwa” – cieszył się, gdy ją nadawano i wręcz czekał, by wraz z solistą wypowiedzieć te słowa. Od tamtej pory i dla nas utwór „Money for nothing” nosi tytuł „Uwa muwa”.
A nasz syn został anglistą.

„Uwa muwa” w dzisiejszym, 25 Trójkowym Topie Wszech Czasów zajęła 59 miejsce. Czyli – w połowie stawki. Na miejscu drugim – „Brothers in Arms”.
Zaś na pierwszym miejscu – co za niespodzianka! – „Bohemian Rhapsody”! Super. Że aż przypomnę mój wpisik z listopada 2016 roku:https://kobietadomowa.wordpress.com/2016/11/24/bohemian-rhapsody/

Do zwycięstwa tego utworu w dzisiejszej edycji topu z pewnością przyczynił się wyświetlany właśnie na naszych ekranach film „Bohemian Rhapsody”. Jeszcze go nie widziałam, może czas to nadrobić.