OPRÓCZ PISANIA NAJBARDZIEJ LUBIĘ GOTOWANIE

Pisać lubię, bo jestem grafomanką, a gotować – bo lubię i już.
Zawsze kiedy mam do wykonania czynności upierdliwe, np. sprzątanie czy rycie w ziemi, zaczynam od stanięcia przy garach – nawet gdy garkuchnia nie pili. A tę resztę, za którą nie przepadam, traktuję potem z doskoku, a bywa, że i wcale.

Dziś przyczyny naturalne wyzwoliły mnie od tych kombinacji. Od rana padało, uznałam się zatem za całodniowo zwolnioną z czynności ogrodowych. Najpierw pisałam (takie tam), potem uwarzyłam obiad dwudaniowy pt. botwinka (zamrażam na zimę i jest prawie jak świeża) z jajkiem plus pulpety w pysznym sosiku z surówką z kiszonej kapusty i brokułami.

Pisarką jestem domową, kucharką też. Nigdy nie stworzę epokowych dzieł literackich ani nie przyrządzę dania na miarę Gessler, Makłowicza czy innego Okrasy. Ale ważne, że mężowi smakuje. A ma porównanie, bo jego mama Janinka gotowała smacznie, że hej. Gołąbków nigdy w życiu nie zrobię takich, jakie wychodziły spod jej ręki (za to pierogi ruskie robię lepsze).

Co ciekawe, na kucharkę absolutnie się nie zapowiadałam:
Rodzice zresztą uważali, że jeszcze się zdążymy w życiu napracować, i nie obciążali nas za bardzo obowiązkami (poza, rzecz jasna, najważniejszym: „masz się uczyć!”). Gdy Peluni wypadał dzienny dyżur w hotelu, do nas należało obrać ziemniaki czy odgrzać zupę. O gotowaniu czegoś więcej niż ziemniaki długo nie miałam pojęcia i wcale mnie nie ciągnęło, by się w te tajniki zagłębiać. Mama trochę załamywała ręce, a trochę chyba przyznawała mi rację, że na razie nie ma takiej potrzeby, a gdy będzie, to się nauczę.(…)
A po latach…
Tato, gdy Janek poprosił o moją rękę, ostrzegł go: „Jak chcesz. Ale pamiętaj, że ona gotować nie umie, sprzątać nie lubi, a pysk ma od ucha do ucha”. Sympatyczna anegdota – tym bardziej, że pyskowanie już dawno za mną i wyrosłam na dobrą gospodynię, za sprzątaniem wprawdzie nadal nie przepadam, ale gotować naprawdę lubię. Rodzice bardzo się cieszyli, że się proroctwa taty nie spełniły, a Pelunia zwłaszcza z tego, że odziedziczyłam po niej miłość do garów. No, miłość to może za duże słowo – lecz wiele rzeczy w kuchni robię tak, jak ona robiła. I obiady w moim domu, tak jak u niej bywało, też zwykle są dwudaniowe. Tylko w desery, gdy dzieci urosły, już się nie bawię.

To fragmenty moich wspomnień. Rodzice może gdzieś tam z góry przyglądają się z uśmiechem, jak stoję przy garach. Peluniu i Bilinku, Wam ten wpis dedykuję.

PS – Na osi lubienia pomiędzy „wysokim” pisaniem a przyziemnym gotowaniem mam sporo innych punktów, ale nie będę już przynudzać. 😉

Reklamy

2 komentarze do “OPRÓCZ PISANIA NAJBARDZIEJ LUBIĘ GOTOWANIE

  1. Mam podobnie, chociaż też trochę inaczej. „Rycie w ziemi” czyli uprawa roślin kwitnących, jadalnych, drzewek, a nawet zwykłych chwastów pod płotem jest bardzo wysoko na osi moich lubień. A wczoraj popełniłam faworki czyli chrust – w ramach gotowania obiadu dwudaniowego.
    Pozdrawiam.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.