NAPAWAM SIĘ

Kiedy Redaktor Kurzawa radził mi, że najlepiej wydrukować 150 egzemplarzy książki, bo rozejdą się jak nic, a gdybym chciała wydać mniej, późniejszy dodruk jest kłopotliwszy i droższy – pukałam się w głowę. I zastanawiałam się, gdzie, jeśli postąpię wg wskazówek Redaktora, zmieścić dodatkową półkę na „Pelunie”, które mi zostaną. A już zwłaszcza info o dodruku mnie śmieszyło. Posłuszna jednak słowu redaktorskiemu, postanowiłam zaryzykować.

„Na chwilę obecną”, po odłożeniu kilku egzemplarzy „koniecznościowych”, tj. zamówionych lub dla jeszcze nieobdarowanych krewnych i przyjaciół, pozostało mi… 12 „Peluń”. Nie powinnam już naruszyć tego zapasu, bo nie będę miała z czym pojechać na spotkanie w Gubinie!

Po spotkaniu lubniewickim niemal codziennie ktoś się zgłasza (wychodzi na to, że faktycznie ten upał wielu zatrzymał w domu). Tyle – choćby tylko wczoraj i przed chwilą – usłyszałam znów słów uznania (aż mi wstyd to pisać) tych, którzy już przeczytali… Ale nie będę cytować, bo jeszcze mi sodówka odwali. 😉
Wspomnę natomiast, że wg podpowiedzi przyjaciół mogłabym się jeszcze pokusić o spotkania autorskie w bibliotekach: na poznańskim Łazarzu (pomysł Zuzy), w Zielonej Górze (pomysł Redaktora) i nawet… w Krakowie (podpowiedź Bożenki).
Lecz nie zamierzam. Nie tylko dlatego, że na spotkanie promocyjne trzeba mieć książki, a mi już wyszły. Ale…
W Lubniewicach – to jasne, jestem stąd. W Gubinie też – jestem stamtąd. Nawet Łazarz mógłby na upartego być wzięty pod uwagę, bo Pelunia była z Małeckiego. Ale Kraków?
Zresztą niezależnie, Poznań czy Kraków – pchać się tam na spotkanie w jakim niby charakterze? Jako autorka jednej książki? (i dwóch wydanych opowiadań, dla ścisłości! 😉 ). Nie uchodzi i już.
Zaś co do dodruku (bo też mi już jedna znajoma proponowała pośrednictwo)… Jeszcze wczoraj rano, gdy „Peluń” było 17, ani mi w głowie była taka myśl. Lecz zapas stopniał gwałtem i…

Na razie nic nie robię w tym kierunku. Niech się dzieje, jak się dzieje. Jestem szczęśliwa. Wręcz można uznać, że odniosłam sukces. Sukces pisarki domowej, która na kilka tygodni zyskała sławę. No, sławkę. 😀
I napawam się nią. I przepełnia mnie radość, że wydałam książkę. Że „Pelunia” się podoba. Że doświadczyłam i wciąż doświadczam tak wielu miłych chwil, komplementów, wzruszeń.
Nie, to trzeba napisać wielkimi literami:
NAPAWAM SIĘ. ❤

Reklamy

2 komentarze do “NAPAWAM SIĘ

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.