POETKA MIEJSCOWA

 W sobotę 14 bm. w lubniewickim DK czciliśmy 70-lecie naszej biblioteki. Impreza była godna i uroczysta, jak przystało na taki jubileusz. Szczególnie fetowano Martę, obecną szefową biblioteki; jak najsłuszniej, bo ona jest naprawdę super – pracowita, kreatywna, energetyczna. Oczywiście wspomniano i uhonorowano również poprzednich pracowników biblioteki, na przestrzeni jej dziejów (inicjatorem i założycielem był mężczyzna, potem pracowały już same panie) – a szczególnie nieżyjącą już panią Morawcową, legendę lubniewickiego bibliotekarstwa i bez mała instytucję kultury.
Przy okazji odbyła się promocja wydanego przez naszą bibliotekę tomiku „Poezja w moim sercu. Poesie in meinem Herzen”. To antologia wierszy autorów z Lubniewic i Schöneiche bei Berlin (obie miejscowości już od dawna współpracują ze sobą). Tomik mieści wiersze dwunastu autorów, po stronie polskiej same panie (7), po niemieckiej sami panowie (5).
Jedną z tych polskich autorek jestem ja (również korektorką polskiej części). Choć właściwie nie mam się czym chwalić, – wszystkie zaproponowane przeze mnie wierszyki wybrałam stąd, z zakładki https://kobietadomowa.wordpress.com/limeryki-moskaliki-i-inne-glupie-wierszyki/. Ale dla porządku dodam, że doszły do mnie już głosy paru osób, którym się te wierszyki bardzo spodobały.

Tak więc, prócz bycia pisarką domową, dałam się też poznać Lubniewicom jako poetka miejscowa. 😀

/Wszystkie zdjęcia (zamieszczone na fejsbukowej stronie Biblioteki Publicznej Miasta i Gminy Lubniewice) autorstwa Krzysztofa Nesterowicza/

PS – …A ponieważ to był dzień, w w którym urodziła się moja wnuczka, to ja do niczego innego nie miałam głowy i dopiero w ostatniej chwili sobie przypomniałam o jubileuszu i poleciałam do DK – na rowerze i niemal prosto od garów. 😉

Reklamy

TONIEMY W RADOŚCIACH

 Głodne uszy toną w radościach,
jakich nie znał Bach ani jeden –
bo jest szum na super-wysokościach,
jakby z nieba nr 7. (…)
Słońce wschodzi, głaszcze powietrze.
Dziecko się rodzi. Szumi deszcz.
Kwiat otwiera oczy w ogrodzie.
Zorza wieże złotem okleja.
Ptak ptaka strofuje w gnieździe.
Gwiazda dzień dobry mówi gwieździe.
Dziecko się rodzi.
Dziecko się rodzi.
Nasze dziecko się rodzi.
Nadzieja.
/K.I.G./

Donoszę (a oczy już po raz kolejny od sobotniego poranka mam mokre ze wzruszenia), że 14 września zostałam babcią, a mój mąż dziadkiem.
Malutka (wcale nie taka malutka: 3,5 kg i 58 cm) jest śliczna i ma się dobrze, jej rodzice są przeszczęśliwi, a dziadkowie zachwyceni wnuczką.

HANIA DESZCZOWI RADA

Ech, hałasuje deszcz!
Trawa deszczowi rada.
Szczęśliwy, szczęśliwy deszcz,
bo się może wypadać.

Tekst zamierzałam napisać wczoraj, ale była znajoma z wizytą (i ze śliwkami!), a potem już mi się nie chciało. I tytuł oraz cytat z tej samej „Kroniki olsztyńskiej” Gałczyńskiego też miały być inne. O lata złotych nogach, które już się szykują do drogi, i z prośbą „zaczekaj chwilę”. Ale obudził mnie deszcz „jak kroki żołnierzy po zielonej ulicy”. Deszcz!!! Zjawisko od tak dawna wyczekiwane, że niemal zapomniane. W dach mi bębni „wesoła młócka deszczu” i „po polach hula” (zaariańskich).
Nie jest pięcioma kroplami z burzowej chmury, która ledwie musnęła niebo nad naszym domem i poszła na Świerzawę. Nie jest mizerną mżawką, dla której nawet nie warto otwierać parasola. Jest solidnym, rzęsistym, stanowczym i zdecydowanym deszczem, pełnoprawnym i pewnym siebie.
„Ale ładnie pada”, mówi mąż.
Niech sobie pada i pada, tak dawno go nie było.

PS – dołączam fotkę  najnowszych poczynań bandy Zenobiusza, która naszą tamę na Ariance usiłuje przerobić na swoje kopyto.