HANNA W GORĄCEJ WODZIE KĄPANNA

„Pani Hanno, czekamy na zgłoszenie Peluni do Lubuskiego Wawrzynu Literackiego 2019. Z życzeniami Spokojnych Świąt i wszystkiego najlepszego w roku 2020, Agnieszka Ginko, Sekretarz LWL.”
To jest ta bomba najcięższego kalibru, którą zapowiadałam.

Pierwsza moja reakcja – szok totalny: „Ja i Wawrzyny??? Po co mi się tam pchać? Konkurować z lubuskimi tuzami? Kudy mi!” Ale już po sekundzie nieco ochłonęłam i nieśmiałym kwiatuszkiem zaczęła we mnie kiełkować ochota na wysłanie tego zgłoszenia…
Oto link: http://www.wawrzyny.norwid.net.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=329%3Alubuskie-wawrzyny-2020&catid=79&Itemid=435&fbclid=IwAR351f09fV95rsvdpXcUzb1292A9h9OQaUX3k0L7pAkIaAut4uQ3CPkj44s
Wiadomość wraz z nim została wystosowana do mnie już 19 grudnia, lecz odebrałam ją dopiero pod koniec świąt. Całe szczęście! Bo dzięki temu barszcz wigilijny, kompot ze suszu czy ryby udały mi się znakomicie, a z nadmiaru emocji mogłabym je zepsuć.
Jednak gdy kliknęłam w link, stan moich nerwów jeszcze się pogorszył. Oto dowiedziałam się z regulaminu, że wraz ze zgłoszeniem konieczne jest wysłanie trzech egzemplarzy książki, albowiem musi je dostać do przeczytania Kapituła konkursu. A ja w domu (prócz tego, który zostawiłam dla siebie) miałam tylko jeden! W dodatku odłożony dla kogoś, kto już dawno go zamówił. Jakoś może by to przełknął, rozumiejąc, że cel jest wyższy. Lecz skąd wziąć pozostałe dwa?
I się zaczęło. Nerwówa aż do drugiej w nocy. Ponieważ mimo siwej głowy ja w takich sytuacjach wciąż nie potrafię zaczekać, aż spłynie na mnie łaska rozwagi i dystansu, wszczęłam alarm i poczęłam nękać bliskich. Szczególnie podniosłam ciśnienie Zuzannie (Zuza, przepraszam). Przy okazji dostałam zrypkę, że wciąż się chowam za tą tarczą „pisarki domowej”, co poniekąd jest prawdą, tylko że kto to mówi! Kto jest czajnikiem jeszcze większym niż ja?
To tak przy okazji. Bo przecież dostałam też od Zuzy deklarację pomocy, za co jestem wdzięczna, choć na szczęście nie musiałam z niej skorzystać. Drugi egzemplarz przekazał mi Gienek K., trzeci – szef oficyny UZ, która wydrukowała moją książkę.
W rozmowie z tym panem z UZ potrąciłam sprawę dodruku. Jak już wcześniej wspominałam – zdecydowałam się nań. Zmotywowali mnie głównie: p. Stefan P. („Pani Hanno, zawsze trzeba sobie zostawić choć kilka egzemplarzy”), Gienek K. („Możesz przekazać 20 egz. do biblioteki woj. w Gorzowie, a 20 egz. do biblioteki woj. im. Cypriana N. w Zielonej, konkretnie do tzw. działu analiz. Dział analiz rozwiezie je (roześle) do 20 największych bibliotek miejskich w południowej (ZG) i północnej części województwa (Gorz.). I tam se będziesz leżeć po wsze czasy, ale może przypadkiem ktoś z nagła wypożyczy, olśni go, przypomni se, nigdy nie wiadomo. Tak mówią bibliotekarze. I mają rację”) oraz Wacek P. („Pelunia”, którą jemu i Joli podarowałam, wędruje po Wojcieszowie i cieszy się wzięciem).

Gdy już sprawy zdobycia egzemplarzy koniecznych się toczyły z nadzieją na dobry finał, znów zaczęło mnie trapić początkowe „Gdzie ja się pcham?” Zwróciłam się zatem jako do tej Instancji Najwyższej do Gienka. Bo do kogóżby, jeśli nie do niego, naszego przyjaciela i świadka, mojego mentora wydawniczego, redaktora, poety, dziennikarza i w dodatku jeszcze do niedawna szefa ZLP w ZG?
Zapytałam go, czy gdyby był pisarką domową, autorką jednej, wprawdzie nie najgorszej, ale samosobiewydanej książki, której w dodatku nie można kupić w żadnym sklepie i w ogóle już nigdzie nie można kupić, czy gdyby był takową, to czy by się pchał do Lubuskiego Wawrzynu Literackiego?
Odpowiedział: „Oczywiście”.

Postanowiłam tedy się zgłosić.
Dziś, po kilku dniach od tej rozmowy dokonałam dzieła.
I dopiero gdy już z chłodną głową wróciłam z poczty, dotarło do mnie, że to jest przecież TYLKO zgłoszenie. Że zapewne spośród zgłoszeń Kapituła LWL dopiero wybierze nominowanych. Że nawet w tej gorączce nie sprawdziłam, co na ten temat napisano w regulaminie. Zajrzałam zatem – i faktycznie. Punkty 9 i 10 (poprzednio doczytałam tylko do 6.) informują:
9. Oceny zgłoszonych publikacji literackich dokonują dwie Kapituły (kategoria poezja oraz kategoria proza) powołane przez Dyrektora Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Cypriana Norwida w Zielonej Górze. Organizatorzy udostępniają członkom Kapituły zgłoszone książki.
10. Kapituły spośród książek spełniających warunki formalne wyłaniają dzieła nominowane (nie więcej niż 3 pozycje w ramach każdej kategorii) oraz przyznają Lubuski Wawrzyn Literacki w kategorii poezja autorowi lub autorom najlepszej książki poetyckiej oraz Lubuski Wawrzyn Literacki w kategorii proza (w tym 2 eseistyka) autorowi lub autorom najlepszej książki prozatorskiej lub eseistycznej. Obie Kapituły wspólnie decydują, kto otrzyma „Nagrodę Rektora Akademii im. Jakuba z Paradyża w Gorzowie Wielkopolskim za Debiut Literacki (Srebrne Sokole Pióro)”. W wyjątkowych sytuacjach Kapituły mogą przyznać ponadregulaminowe wyróżnienie po wcześniejszym porozumieniu z Organizatorami konkursu.

„Nie więcej niż 3 pozycje”. No cóż. Będzie, co będzie. Ja i tak uważam, że zaproszenie, które przysłała mi p. Agnieszka, to już COŚ. Gdzieś tam zaistniałam, ktoś tam na mnie trafił, dostałam propozycję…
A jeśli moja książka nie zostanie nawet nominowana? Trudno, jakoś przełknę tę gorzką pigułę. Pisząc „Pelunię”, potem decydując się na jej wydanie, nigdy nawet nie marzyłam, że o LWL mogę się choćby otrzeć. Już teraz czuję się wyróżniona. A moja Mama gdzieś tam w górze cieszy się wraz  ze mną.

Na koniec coś jeszcze na temat „Peluni”, choć już nie całkiem z działki Lubuskich Wawrzynów. Aczkolwiek… Kupił moją książkę po spotkaniu w Gubinie czytelnik znany mi wcześniej jedynie z fejsbuka (choć gubinianin) i po lekturze napisał tak:
„Muszę się przyznać do wielkiego grzechu, nie czytałem około 30 lat, ale Twą książkę łykałem (…) ostatnie strony dobiły mnie, może wspomnienia z odejścia moich bliskich to zrobiły (…) końcówkę Twej książki czytałem na parę razy, łzy nie pozwalały mi dalej czytać”.
A potem jeszcze taka informacja: „Myślę że chciałabyś wiedzieć o tym, że Twoja «Pelunia» wyruszyła w podróż po Gubinie, książka spoczywająca gdzieś między innymi na regale to nie jest dobre miejsce, dlatego stwierdziłem, że będę udostępniał Ją każdemu, kto o Nią poprosi. Tak więc rozpoczął się nowy rozdział «Peluni», wędrówka po Jej ukochanym Gubinie. Pozdrawiam. Mam już trzy zamówienia.”

To jest dla autora najpiękniejszy laur.

4 komentarze do “HANNA W GORĄCEJ WODZIE KĄPANNA

  1. Pani Haniu, więcej wiary w siebie. ,,Pelunia” jest super👍 i polecam wszystkim. Sama przeczytałam ją w ekspresowym tempie, bo wciąga na maxa. Jestem przekonana, że to będzie kolejny Pani sukces. Trzymam kciuki. Życzę powodzenia. 🤗
    Ula

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.