W POSZUKIWANIU CZASU TERAŹNIEJSZEGO

Nawiązuję do tytułu słynnej powieści Prousta, bowiem od kilku dni angażuję moje moce twórcze w pewien eksperyment literacki. Mianowicie czas przeszły zmieniam na teraźniejszy.
Polem eksperymentu jest moja pierwsza powieść (dla przypomnienia: popełniłam dwie, obie dotychczas nie dostąpiły zaszczytu wyjścia z „szuflady”). „Ballada”. Napisałam ją w drugiej połowie pierwszego dziesięciolecia lat dwutysięcznych, gdy jako wczesna emerytka dysponująca wreszcie wolnością, zapragnęłam zrealizować swe całożyciowe marzenie o pisarstwie. I gdy jeszcze byłam bardzo, bardzo zielona w te klocki: komputerowe, internetowe, fabularne, pisarskie. Bez żadnych kursów, researchów, konspektów, kompletnie bez planu, jak poprowadzę i jak zakończę losy moich bohaterek. Wyszedł spod moich palców twór powieściopodobny, a ze względu na „babską” fabułę sama go nazwałam ksiązką dla kucharek.
Od tamtej pory minęło dziesięć (!) lat. Tak, zakończyłam akcję „Ballady” w roku 2010. Tej daty nadal się trzymam, mimo że w tekście dokonywałam potem wielu, wielu zmian. Tzn. rzadko coś usuwając, częściej – dopisując. Szlifując, ubarwiając, „dopowieściowywując”. I ten proces trwa nadal.
Kiedyś spróbowałam czas przeszły w narracji zmienić na teraźniejszy. Już nie pamiętam, czy miało to związek z „Cierpkimi gronami” Zofii Mąkosy (o niej za chwilę), w których tak zachwyciła mnie narracja w czasie teraźniejszym; być może nie, tylko gdzieś z góry spłynął na mnie taki pomysł. Eksperyment z początku bardzo mnie frapował, dociągnęłam tak do mniej więcej 1/3 powieści – i dałam sobie spokój. Zresztą to przerabianie w niektórych momentach wcale nie było proste i uznałam, że rodzi niebezpieczeństwo stworzenia jakichś dziwolągów, rażącej mieszaniny czasów itp. Zgrzytało mi to, a ponieważ, nigdy nie będąc systematyczna, przeróbki produkowałam z doskoku – w końcu znudziło mnie to.
W dodatku w mojej powieści jest wyraźny podział na teraz – było – teraz i zaczęłam się zastanawiać, czyby jednak w „było” tego czasu przeszłego nie zostawić. W końcu, po kilku miesiącach, gdy mnie znów naszła chętka powrotu do mojego dzieła, przeflancowałam ponownie wszyściutko na czas przeszły, oczywiście również „szlifując i ubarwiając”…

Dostałam niedawno od Zosi tekst trzeciego tomu jej „Wendyjskiej winnicy” – dalsze losy bohaterów znanych już z poprzednich części trylogii, w tym głównie Matyldy Neuman. Tytułu nie zdradzę (zresztą może on się zmieni) – powieść jest już w wydawnictwie (ma się ukazać jesienią), ale Zosia dokonuje jeszcze ostatnich poprawek. Zapytałam ją o czas. Początkowe rozdziały tego tomu pisane są bowiem w czasie przeszłym! Dopiero potem zmienia się on na teraźniejszy. Zosia mi wytłumaczyła, co nią powodowało (mam nadzieję, że nie zdradzam zbyt wiele z jej warsztatu pisarskiego!). Niby przyznałam jej rację. Niby. Sama mam wątpliwości, czy tak powinno być. Ona zresztą napisała mi, że początek też najpierw był „teraźniejszy”, a potem przerabiała go na „przeszły” – i to wcale nie było takie łatwe.
A jak będzie w ostatecznej wersji powieści? Zobaczymy jesienią.

W każdym razie ja pod wpływem lektury i tej wymiany opinii… zaczęłam znów majstrować przy czasie powieściowym „Ballady” – w poszukiwaniu teraźniejszego… I tym razem zamierzam rzecz doprowadzić do końca. Czy eksperyment się uda? Nie wiem. Dotarłam do 145 strony, wszystkich jest w tej chwili 276, która to liczba może się zwiększyć lub zmniejszyć. Raczej zmniejszyć, zważywszy że „idzie” czy „robi” jest krótsze niż „poszła” i „zrobiła”. 😀 Ale zobaczymy, bo przecież w niektórych miejscach „ubarwiam”, czyli możliwe, że tekstowi tyleż ubywa, co i przybywa. 😉
Gdy doprowadzę dzieło do końca, wtedy sobie przeczytam całość. I się okaże, co wyszło z eksperymentu. Niewykluczone, że za jakiś czas znów powrócę do zmian na odwyrtkę. Bo to przecież fajna zabawa jest. Nawet twórcza, skoro jedyna moja obecnie twórczość to takie gry. No i jakże aktywizujące mózg! Jedni rozwiązują krzyżówki, inni grają w karty lub segregują zdjęcia i wklejają je do albumów, a ja zmieniam „była” na „jest”. 😀

Na zdjęciu – sarenka przedwczesnowiosenna (z 2 lutego br.) poszukująca smacznych kąsków przy naszym tarasie. 🙂

2 komentarze do “W POSZUKIWANIU CZASU TERAŹNIEJSZEGO

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.