KUCHARKA DOMOWA

Mówiłam już o tym ze sto razy: spośród czynności kobiety domowej moją ulubioną jest gotowanie.
Dziś niestety miałam obiad z wczoraj. Niestety z tego względu, że w ramach ulubionych zajęć pozostało mi tylko zrobienie duuużej ilości sałaty. Ale obiad z wczoraj był bardzo stety: botwinka z jajkiem i kurczak po chińsku.
Sałata, którą przyrządzam, to zwykle sałata lodowa z wielką ilością dodatków: pomidory, papryka, oliwki, bazylia, zioła prowansalskie, cebula, czosnek, czarnuszka itp. (niedawno nawet młoda pokrzywa i bluszczyk kurdybanek), ocet balsamiczny, oliwa. Sałatę „ludzką” nabyłam parę dni temu od mojego ulubionego ekodostawcy Adasia (i szczypiorek). Przepyszne, chrupiemy to do śniadań i kolacji jak króliki.
Ach, ach, jak ja prócz gotowania lubię pisać/czytać/czasem oglądać w tv/i myśleć o jedzonku! Jeść też, lecz tu kolejne niestety: choć nie szaleję z wielkością porcji, pandemiczny brak ruchu już mi trochę utrudnia wbicie się w ulubione dżinsy…

W ramach niegotowania obiadu wykonałam następujące czynności piśmiennicze:
Uzupełniłam zapiski w dzienniczku domowym.
Poczatowałam i pomailowałam ze znajomymi.
Piszę ten tekst.
Bo poza tym nawet „pisarka domowa” już nie można o mnie powiedzieć. Tzn. niedawno przepisałam do niecodziennika – z dawnych kajetów studenckich – parę zdań o dawnych Bachanaliach (jest taka grupa na fejsie wspominająca studenckie czasy w Zielonej Górze), zaś wczesną wiosną wyprodukowałam dwa felietony do kolejnego numeru „Inspiracji”. Pismo czeka, aż mu pandemia pozwoli się ukazać, więc niedawno wkleiłam je do niecodziennika („Znad Arianki” – teksty: „Konstanty Ildefons Gałczyński w Zielonej Górze” i „Jak to na WSN było”: https://kobietadomowa.wordpress.com/codziennie-choc-jedno-zdanie/znad-arianki/). Tu i tak rzadko ktoś zagląda, jednak na wszelki wypadek: Gienku Kurzawo, nie nakrzycz na mnie!

I na tym moje pisarstwo (na razie?) się wyczerpało. Za to mam do czynienia z pisarstwem cudzym, realizując zadania korektorki domowej. W ostatnich dniach stałam się też zielarką domową, ale o tym może innym razem.

Kucharka domowa jest wszakże tylko kucharką. Nawet czytelniczką nie jest. Jedyna moja lektura to nadal poranne (w kibelku) kawałki Szwejka, a i to nie co dzień.
Schyłek, panie kochany, schyłek…

Na zdjęciach: szparagowo. Fotki są z ubiegłego roku, ale tegoroczny sezon już od paru tygodni mamy otwarty (jutro na obiad zaplanowałam rybę, młode ziemniaki z koperkiem, szparagi i surówkę z młodej kapusty). Naczynie do szparagów to przedwojenna porcelana firmy Villeroy & Boch, czym chyba już kiedyś się tu chwaliłam, ale co mi szkodzi raz jeszcze… 😉 

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.