BLUSZCZYK KURDYBANEK I WŚCIEKŁE FIOŁKI

Nasze trawniki dookolne już coraz mniej są trawnikami, a coraz bardziej łączką. Trawę wypierają mniszki, mchy, szczaw, koniczyna, lebioda, babka, oczywiście perz w wielkich ilościach i masa innych nieznanych mi z nazwy. Wśród nich jakieś fiołkopodobne oraz takie coś drobno-rzęsisto-listne, upierdliwe i agresywne, choć z wyglądu całkiem ładne (być może jest rdestem, a nawet rdestem ptasim – o ile dobrze to rozpoznaję na zdjęciu w atlasie chwastów).

Staramy się jak najmniej używać chemii, choć to jest postawa tyleż eko, co i bez sensu, skoro wokół wszystko jest chemiczne i jak mówi mój sąsiad, bez chemii ani rusz. Więc się Janek – przed rokiem – w końcu ugiął i pokropił jakimś zajzajerem mchy i chwaściory od strony północnej. Owszem, zrudziały i je ścięło, ale przy okazji w prawie całym trawniku wytrzebiło mi stokrotki! Nie tak miało być! Teraz czekam, aż się przyjmą nowe stokrotki, przekopane z łąki nadariańskiej.

Wściekłe fiołki niewiele mają wspólnego z tymi subtelnymi, o mocno pachnących fioletowych kwiatkach. Te moje mają żółtawe liście i jeśli kwitną, to z rzadka i na biało. Nie mam pojęcia, skąd mi się wzięły. Z początku je nawet hołubiłam, a teraz, gdy z rabatki śmiałym krokiem wkroczyły bujnie na trawnik, już nie jestem w stanie ich powstrzymać.

Tak wyglądają wściekłe fiołki.

Może i one mają jakieś właściwości lecznicze? Coraz częściej słychać – o czym mój syn wie już od dawna – że większość tzw. chwastów nadaje się do spożycia, a nawet posiada cenne właściwości lecznicze. Nie będę tu ich prezentować, już zrobili to mądrzejsi ode mnie, masa informacji jest w sieci. Wspomnę tylko o bluszczyku kurdybanku.

Cudna nazwa, prawda? Zwany jest też obłożnikiem albo bluszczykiem ziemnym, lecz „bluszczyk kurdybanek” podoba mi się najbardziej. Tylko co on ma on wspólnego z bluszczem? Chyba tylko nazwę.

To w naszym trawniku podokiennym jest tegoroczna nowość, dotychczas plenił się na niższych tarasach. Jak wlazł na górę, to jego tajemnica, ale już go pełno i między kwiatkami, i w trawie. Niedawno przeczytałam, że gdy nie była jeszcze tak popularna natka pietruszki, powszechnie stosowano go jako zioło przyprawowe. Sypnęłam sobie wczoraj garstkę młodziutkich listków na botwinkę i drugie danie – trochę pikantny, interesujący w smaku.

Ciekawe, skąd ta nazwa. Że wcale nie jest bluszczopodobny, już napisałam, a co kurdybanek ma wspólnego z kurdybanem (kordybanem), specjalnie wyprawianą koźlą skórą ze złoceniami, którą kiedyś (w renesansie zwłaszcza) obijano ściany i meble i oprawiano w nią księgi? Nie mam pojęcia!

A tu pośrodku trawnika prawie komplet: bluszczyk, mniszek, fiołki i na dodatek ślimak wystawił rogi.

Ponoć bluszczyk kurdybanek zwano kiedyś bombą leczniczą, tyle ma cudownych właściwości. M.in. przeciwzapalne i przeciwbiegunkowe. Na jednej ze stron w necie znalazłam ciekawostkę, jak to przed I wojną światową, gdy żołnierze chorujący na tyfus i biegunkę spostrzegli, że ich konie coś tam skubiące w trawie nie chorują, sami zaczęli się tym zielem skutecznie ratować. Niewykluczone też, że armia Sobieskiego dzięki naparowi z kurdybanku zwyciężyła pod Wiedniem!

Tylko że co mi po tych mądrościach? Od słów trzeba by przejść do czynów. Wczesną wiosną wzbogacać sałatki, robić syrop leczniczy z kwiatów mniszka, później z kwiatów czarnego bzu, jesienią z owoców, poczytać o tych cudownych własnościach różnych zielsk i je ususzyć czy w jakiś inny sposób wykorzystać. A ja, pamiętam, tylko jako dziecko przykładałam na świeże skaleczenie liść babki…

Moja mama się jeszcze w to bawiła, suszyła kwiaty lipy, rumianek, miętę. Przywoziła nam „miodzik” z kwiatków mniszka, dzieci go uwielbiały. Ja już nie produkuję leków z ziół. Może gdy będę miała wnuki…

Owszem, przed rokiem skorzystałam z sąsiadującego z naszą łąką morza pokrzyw i ususzyłam trochę na dobroczynne herbatki, lecz nie zaparzyłam ich ani razu!

Jak dotąd, pożytek mam tylko ze szczawiu, i to przez cały rok. Kulinarny, rzecz jasna, bo o leczniczym nic nie wiem. Podaję bardzo prosty trik: umyte i pokrojone liście szczawiu udusić w garnku (to naprawdę trwa chwilkę i nawet nie trzeba podlewać wodą, bo mają jej sporo). Po wystudzeniu popakować w woreczki i zamrozić. Zimą jak znalazł. Tak robię ze szczawiem na zaś, natomiast gdy ma być na teraz, duszę go z łyżką wody, szczyptą soli i sporą łychą masła. Zupa szczawiowa rzecz jasna najlepsza jest na niedzielnym rosole, z jajkiem na twardo, śmietaną i dużą ilością koperku.  🙂

Zaś dziś znowu sobie przystroję talerz bluszczykiem kurdybankiem!

PS –

  1. Robiąc dziś o rannej rosie zdjęcia moich chwastów, zauważyłam z bardzo bliska, że jednak masa ich. Armagedon im zrobić – to wprawdzie nie w naszym stylu, ale może świeżo zakupiony nawóz do trawników zachwaszczonych trochę powstrzyma ich ekspansję?
  2. Tematem kurdybanowym natchnęła mnie swego czasu Zofia Mąkosa.

3. Informacja o spotkaniu jest jak najbardziej serio. Zofia będzie gościć w Lubniewicach, a ja na prośbę szefowej naszej biblioteki mam ją przepytywać. Nigdy jeszcze nie prowadziłam spotkania z pisarką, już mam tremę!

/30 maja 2018/ 

Reklamy

2 komentarze do “BLUSZCZYK KURDYBANEK I WŚCIEKŁE FIOŁKI

  1. Znalezione na Fb: „Dawno, dawno temu najzdolniejsi rzemieślnicy – złotnicy i garbarze – wyrabiali KURDYBANY, czyli pięknie wyprawione, wytłaczane, malowane i złocone skóry koźle (rzadziej cielęce lub jagnięce), używane do obijania drogich mebli, wykładania ścian w pałacach, a nawet do oprawiania ksiąg. Najwspanialsze KURDYBANY pochodziły z hiszpańskiej Kordoby, dlatego też ich miano wywodzi się od nazwy tego miasta. KURDYBANY były bogato zdobione, wśród różnorakich ornamentów częste były motywy roślinne: liście akantu, winorośli, bluszczu i bluszczyku. I to właśnie bluszczyk Glechoma hederacea, mający długie pędy z okrągłymi, błyszczącymi, jakby wytłaczanymi listkami, przejął w języku ludowym nazwę od KURDYBANÓW. A że bluszczyk ów jest raczej roślinką niż rośliną, przejął ją od razu w postaci zdrobniałej – KURDYBANEK. Botanicy, jak to często bywa, zapożyczyli nazwę właśnie z języka ludowego i umieścili ją w swoim leksykonie. Sam KURDYBANEK natomiast – jakby wzorował się na swym niezdrobniałym imienniku – wkracza na salony i z przydrożnego chwastu staje się rośliną ozdobną. [SGP, II, 530; SJP Dor; USJP; W. Matuszkiewicz, Przewodnik do oznaczania zbiorowisk roślinnych Polski]”

    • O ozdobności i zaletach uprawowych kurdybanka też już gdzieś czytałam, ale wyjaśnienia jego nazwy nie znalazłam. A przy okazji dowiaduję się, że KURDYBAN to od Kordoby! 🙂
      Wacuszko, jesteś nieoceniony.
      Dzięki! ❤

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s