KAZIMIERZ JESIENNY

9 – 12. 10. 2019.

Tak się czekało, tak wspaniale się udało, tak szybko minęło… Już tęsknię.

WTOREK
Pakujemy się dopiero wieczorem, po całodniowym prokrastynowaniu. Co to zresztą za pakowanie, na ledwie 4 dni, ruk cuk i po sprawie.
Noc z rajzefiberem. Czyli budzeniem się raz po raz – Janek. A ja jeszcze gorzej: pobudkę nastawiłam na 5:25, a obudziłam się jak durna o 2:45 – i już nie zasnęłam.

ŚRODA
Dzień zaczęliśmy o 5:30, śniadanie, kanapki etc., start o godz. 7. Po drodze w Lidlu w Skwierzynie kupuję sobie orzechy brazylijskie.
Poznań – Ławica. Wszystko idzie dobrze, samolot ląduje o czasie, witamy londyńskich transparentem „KAZiMIERZ” (ja wymyśliłam z tym Z i M, Janek wykonał transparent).
Jedziemy autostradą, żeby było szybciej, zjazd w Wiskitkach na Żyrardów, Mszczonów, Grójec, Radom (koło Radomia się trochę pogubiliśmy, ale łatwo dało się odkręcić); pogoda ładna, słoneczna. W Puławach duży objazd – stary most w remoncie.
W Kazimierzu niedługo po 17. „Nasze” pokoje czekają, te z balkonami, nasz tradycyjny „Pod Aniołkiem”, Zuzy i Miłosza naprzeciwko. Coraz lepszy standard, widać, że właściciele inwestują.
Rozbunkrowujemy się i ok. 19. ruszamy na miasto. Restauracja Bajgiel tuż przy synagodze – nasze pierwsze odkrycie. Z klimatem. Ładne wnętrze, ciekawe dania – te różne bajgle, kawior żydowski, czulent, śledzie, cebularzyki, sałatki (zamawiamy aż za dużą obfitość), miła obsługa.
Bardzo udany wieczór. Na Rynek szliśmy „górą”, czyli Lubelską, wracamy „dołem”, Nadrzeczną. Trochę zaczyna mżyć. Późniejszym wieczorem – właściwie już w nocy, gdy byliśmy w łóżkach – bardzo silny i długi deszcz.

CZWARTEK
Powód przybycia Zuzy i Miłosza na naszą wyprawę właśnie w tym terminie – niedzielne wybory do Sejmu i Senatu („Najważniejsze od 30 lat”, jak wszyscy powtarzają, obojętnie z jakiej strony) – będzie spełniony tylko w połowie, tj. tylko w wykonaniu Zuzy. Upoważnienie dla Miłosza miało nadejść do Londynu już jakiś czas temu, a do ich wylotu wciąż nie dotarło. Miłosz jest z tego powodu „zielony ze złości”, a wszystkiemu winien jest Brexit. No trudno.
Na miasto wychodzimy po 9., Zuza najpierw idzie do fryzjerni miejscowej, a my z Miłoszem do Sarzyńskich, gdzie śniadaniowo i kawowo czekamy na jej przybycie (w fajnej krótkiej fryzurze, z wyprostowanymi lokami).
Powrót do pensjonatu, potem wycieczka autem – Czerniawy i cmentarz żydowski, następnie wąwóz Korzeniowy Dół. Na koniec spaceru w wąwozie, u jego stóp – klimatyczna knajpka Przystanek Korzeniowa. Kolejne knajpiarskie odkrycie! Pamiętamy z dawnych czasów ruderę w tym miejscu, a od 7 lat (dawno tam nie byliśmy…) – to nowy fajny punkt na mapie Kazimierza. Zuza kupuje tam wino z lokalnej winnicy Rzeczyca oraz piją z Jankiem kawę po wietnamsku (pyszności), a my z Miłoszem sok naturel. Sympatyczne miejsce.
Powrót do numeru i znów zu Fuß na miasto. Odkrycie nr 3 – restauracja Artystyczna (skierował nas pan z Werandy vis a vis, gdyż ona, zwana przez nas Tramwajem, nieczynna). Pyszne jedzonko w tej Artystycznej (pierogi z surówkami – oraz ja jadłam zupę krem z dyni z imbirem).
Potem kontynuujemy spacer – wejście na Górę Krzyżową. Tradycyjnie piękne widoki, zwłaszcza że tuż przed zachodem słońca. C.d. spaceru – ulica Krakowska oraz odkrycie nr 4 – Herbaciarnia u Dziwisza. Istnieje już od dawna i wiedzieliśmy o tym, lecz nie przypominam sobie, czy kiedyś byliśmy w środku, może tylko w ogródku. A tam wnętrza – bajka. Klimaty, kwiaty na stolikach (no, lilie be, uciekliśmy do stolika z różami), książki, bibeloty, obrazy, muzyka się sączy klasyczna (operowa), ludzi dużo, ale wszyscy mówią ściszonymi głosami – jak w świątyni. Herbaty i owszem, różne, fajnie podane – ale ta atmosfera. Bosko. Bardzo nam się tam podobało. I rozmawiało. O różnych ważnych rzeczach rozmawiamy, jednak w tym miejscu chyba najciekawiej. Ba!
A najważniejsza wiadomość tego dnia: Olga Tokarczuk dostała literacką nagrodę Nobla! Dokładnie – za rok 2018, bo w ub. roku z powodu jakiejś afery w Komitecie Noblowskim nagrody nie przyznano (a za rok 2019 dostał Peter Handke, kompletnie mi nieznany, ponoć kontrowersyjny).
Mamy znów Nobla!!! Co za radość i duma (choć dla pisowskiego rządu może niekoniecznie). Laureatka zadedykowała tę nagrodę wszystkim Polakom w przededniu najważniejszych wyborów i z prośbą, by głosować na demokrację. Ach, oby się jej apel przełożył na lepszy wynik dla opozycji i gorszy dla pisiorów!
Powrót z herbaciarni piękną Krakowską, z błyszczącymi po deszczu i w świetle latarń kamieniami ulicy – magia.
Przed powrotem do domu zaszliśmy do naszej dotychczas najulubieńszej kawiarni kazimierskiej, U Radka, gdzie wypiliśmy po kieliszku wina (a Janek piwo). W środku trochę zmian. Starowieyski wciąż jest na ścianie, ale zniknął Stasys. A przede wszystkim nie ma portretu Radka, który tam wisiał przez tyle lat! Czyżby zmienili się właściciele? W dodatku na pisiorów? Na dachu kawiarni nad balkonem – dwa pisowskie banery! O nie! Smutna zmiana.
Wieczór u nas w numerze, z winem Zuzy i TVN-em. Śledzimy wiadomości polityczne, ale przede wszystkim to, co związane z Olgą Tokarczuk. Na koniec „Szkło kontaktowe” – i spać.
A! Zapomniałam napisać, że wczoraj Z i M w prezencie dla naszej wnuczki podarowali fajne ciuszki dla maluszka from London. Śliczności! Zawieziemy to Igusi przy najbliższej okazji.

PIĄTEK
Dzisiejszy dzień pełen słońca. Najpierw odkrycie nr 5 – restauracja Dębowa przy Małym Rynku. Tam Z i M jedzą śniadanie, my z Jankiem już po, gdyż jesteśmy wczesnośniadaniowi i co nieco skoro świt przetrąciliśmy w numerze. Wnętrze lokalu fajne, ceny nie zabijają – trzeba zapamiętać ten punkt na zaś.
Kolejny przystanek – targ kazimierski. Kupujemy owoce: jabłka, gruszki, śliwki węgierki; pyszne. A w kramie na Małym Rynku Zuza nabywa ukraińską serwetkę w maki.
Wycieczka tego dnia – do klasztoru na Wietrznej Górze oraz na cmentarz kazimierski, aż do grobu Kuncewiczów. Dalsza trasa – na bulwar nadwiślański. Po drodze Zuza upatruje sobie w jednej z galerii na Senatorskiej obrazek olejny – bakłażan + cytryny, b. ładny, 1300 zł (będzie można utargować do 1250); może jutro po niego wrócą.
Spacer po bulwarze, następnie obiad w Dwóch Księżycach. Tę restaurację już mamy obcykaną, jedzonko b. smaczne (Miłosz zwłaszcza zachwycony kuchnią). Ja jadłam pysznego pstrąga.
C.d. spaceru, zaglądamy do Zielonej Tawerny, potem do U Fryzjera (tłok) – tylko sygnalnie, z ewentualną przymiarką na wieczór. Od/z/wiedzamy farę, potem galerio-kawiarnio-księgarnię przy słynnym murku, wreszcie muzeum. Zuza szuka książki „Dwa księżyce”, chce kupić, ale nigdzie nie ma – już od dawna nie było nowego wydania (moje jest z 1999 r., a „Cudzoziemka” jeszcze starsza, szkoda, że nie ma wznowień).
Potem synagoga. Z i M zostają, by zwiedzić wystawę, my wracamy do domu na krótki odpoczynek.
Wyjście wieczorne, o godz. 19. Najpierw idziemy do Zielonej Tawerny – ale tam konsternacja. Owszem, klimaty jak dawniej albo i lepsze, sporo ludzi – ale te ceny!!! Jasne, w Kazimierzu wszędzie jest drogo, zwłaszcza dla nas emerytów (może tylko w Werandzie nie) – jednak w tej Tawernie naprawdę mamy opad szczeny. Londyńscy może mniejszy, ale są solidarni z nami. Tak długo deliberujemy nad kartami dań, że w końcu, żeby jakoś wyjść z twarzą, a nie uciec, zamawiamy po deserze szarlotkowo-lodowym (zresztą niepowalającym) – Zuza wymyśliła takie rozwiązanie (and sponsoring). No cóż, żegnaj, Zielona Tawerno, piękna, lecz nie na naszą kieszeń.
Idziemy znów do Bajgla i jest okej – choć tam przecież też nie tanio. Ale co tam, raz się żyje.
Po 22 wracamy do pensjonatu, dość szybko idziemy spać, przed jutrzejszym wyjazdem. Żal, że tak szybko minęło… W „Pod Kasztanami” już nie tylko nasze, wszystkie pokoje zajęte, na weekend nazjeżdżali się goście – pogoda coraz lepsza, ma być jak latem.

SOBOTA
Pakowanie się. Śniadanie u Sarzyńskich. W czwartek nie było tam prawie nikogo prócz nas, dziś tłumy. W ogóle – Kazimierz, w środę i czwartek tak klimatyczny, pustawy, cudny i wyciszony w październikowych barwach, dziś już jest mocno zatłoczony, niczym w sezonie. Piękny jest tak czy siak, magiczny (i najważniejsze, że naszym przyjaciołom się tak spodobało!!!) – ale ten sprzed dwóch dni był jeszcze piękniejszy…
Potem idziemy do tej galerii z bakłażanem i Z&M dokonują zakupu – choć Zuza ciut rozdarta, bo był jeszcze jeden piękny olej, wg mnie jeszcze ładniejszy, ale to nie ja byłam nabywcą (wrzosy w filiżance ze złotym brzeżkiem). Będzie okazja do kolejnych odwiedzin?
Powrót do numeru, pożegnanie z gospodarzem i start w drogę do domu. Żegnaj, Kazimierzu. Było pięknie.
Jedziemy tym razem przez Kozienice i puszczę (jaki piękny dzień i lubelsko-mazowieckie widoki za oknem!), ale już nie przez Warkę, jak chce nawigacja, tylko przez Białobrzegi, stamtąd do Wiskitek, znów na A2. Zjazd do Łodzi, gdzie na stacji Orlenu na rogatkach żegnamy się z Zuzą i Miłoszem – oni jadą zamówioną taxi do hotelu, jutro mają wylot z PL, a dziś jeszcze – wieczór na Piotrkowskiej.
My – dalej na A2. Bardzo dobrze się jedzie autostradą, mimo wysokich opłat (a na tej – szczególnie), szybko nam mija droga. Zjazd na węźle Poznań Zachód, potem już naszą starą drogą przez Skwierzynę (postój na zakupy w Dino w Pniewach) do domu. Po drodze rozmowy i sms-y z naszym Jaśkiem i z Zuzą.
W domu o 22. Chałupa nam się wychłodziła, choć na dworze chwilowy powrót lata; włączamy c.o., by dogrzać.
Janek – kierowca był bardzo, bardzo dzielny. Fakt, że na adrenalinie i prochach – ale zniósł trudy podróży, długich spacerów, wielogodzinnego siedzenia – lepiej, niż można się było spodziewać. A tak się bał. Dzielny Janeczek.

/16 października 2019./

4 komentarze do “KAZIMIERZ JESIENNY

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.