CAFE „ŁUŻYCZANKA”

„Łużyczanka” to jeden z moich gubińskich sentymentów, jak zresztą sporo innych związanych z miastem mojego dzieciństwa i młodości. W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku była to bodaj jedyna kawiarnia w mieście.

Niewiele mogę napisać o „stronie organizacyjnej” tego lokalu, w sensie: kiedy został otwarty, kiedy zamknięty, kto nim kierował itd., ponieważ nie mam wiedzy na ten temat. Moje wspomnienia to właśnie sentymenty, garść związanych z kawiarnią epizodów, które zarejestrowała pamięć.

Lokal znajdował się na ulicy Bolesława Chrobrego, tuż przy moście granicznym (kiedyś granicznym, dziś już nie), z okien widać było Nysę Łużycką (stąd pewnie nazwa „Łużyczanka”) i zabudowania Guben. Do kawiarni wchodziło się po dwóch czy trzech schodkach, tuż za drzwiami znajdowało się nieduże pomieszczenie, rodzaj holu z szatnią mieszczącą się po lewej stronie. Na wprost wejścia znajdowało się dwoje drzwi do toalet, a po prawej stronie wejście główne: do kawiarnianej sali. Coś mi się kołacze po głowie, że do wnętrza sali schodziło się jeden stopień w dół, ale to może tylko pamięć płata mi figle. Sala była obszerna, jasna, nowocześnie urządzona: trzy rzędy kawiarnianych stolików i kilka dużych okien na prawej ścianie, po lewej zaś stronie znajdował się bufet.

Pierwszy raz byłam w „Łużyczance” w 1963 roku. Pamiętam to dokładnie, bo zaprosiła mnie tam moja chrzestna, która przyjechała z Poznania i nieobce jej było „kawiarniane życie”. Pamiętam nawet smak nugatowych ciastek, które wtedy zamówiła. Ciastko mi smakowało, choć i tak wypieki domowe mojej mamy uważałam za smaczniejsze, lecz całą tę otoczkę: spacer z ciocią i mój kawiarniany debiut zapamiętałam na zawsze.

Następny mój pobyt w kawiarni miał miejsce, gdy byłam już uczennicą pierwszej albo drugiej klasy liceum. Zaprosił mnie tam kolega, który mi się wtedy podobał. Pamiętam tłok w kawiarni – zajęte wszystkie stoliki – i straszną „dymówę”, bo przecież kiedyś w lokalach publicznych wolno było palić papierosy. Ja wtedy też już czasem popalałam, lecz w miejscu publicznym jeszcze nie miałam odwagi tego czynić. „Kawa była podła, a ciastko nieświeże”, zanotowałam po spotkaniu w swoim dzienniku. Dziś myślę, że przesadziłam w ocenie kawiarnianych kulinariów, może chciałam, by to zabrzmiało bardziej „literacko”, a w rzeczywistości kawa i ciastko nie smakowały tak źle.

W późniejszych latach, zwłaszcza gdy w ostatniej klasie liceum byłam już pełnoletnia, odwiedzałam „Łużyczankę” często, zwykle w towarzystwie paru koleżanek. Co ciekawe, nie widziałam tam bodaj nigdy profesorów z liceum. Może woleli nie ryzykować, że ujrzą w lokalu swoich uczniów palących papierosy czy, co gorsza, pijących alkohol. Kelnerki mówiły na nas „Galaretki”, bo z powodu niezasobności naszych portfeli zamawiałyśmy zwykle desery w postaci kolorowych galaretek ozdobionych kleksem bitej śmietany – najtańszy deser w kawiarnianym bufecie. Ale pamiętam, że kiedyś jeden kolega miał gest i zafundował towarzystwu butelkę szampana, innym zaś razem legendarny krupnik. „Legendarny”, bo chyba wielu gubinian pamięta ten wyborny podawany w „Łużyczance” trunek. W nieco późniejszych, chyba już studenckich czasach, już ciut zamożniejsze, zamawiałyśmy czasem po kieliszku wina. Nawet pamiętam nazwę jednego z nich: „Gellala” – czerwone, wytrawne.

Inne wspomnienie: szafa grająca. Stała w pobliżu bufetu. Za dwa złote można było sobie wybrać jedną z piosenek zapisaną na znajdujących się wewnątrz szafy płytach. Spis utworów opatrzony był przyciskami, wystarczyło wrzucić dwuzłotówkę, nacisnąć odpowiedni przycisk i wybrana piosenka wędrowała do odtwarzacza. Jedna z nich, „Wróćmy nad jeziora” Czerwonych Gitar, urywała się niedograna do końca i nazywałyśmy ją z koleżanką „piosenką za złoty pięćdziesiąt”.

Ponieważ, jak wspomniałam na początku, „Łużyczanka” nie miała w Gubinie kawiarnianej konkurencji, rzadko świeciła pustkami. Zwykle, zwłaszcza w soboty i w niedziele, odwiedzały ją tłumy, a bywało i tak, że na wolne miejsce trzeba było długo czekać w  zatłoczonej szatni, wypatrując, czy ktoś w środku nie opuszcza wreszcie stolika. Szczególny tłok pamiętam z czasów, gdy otwarto przejście graniczne między Polską a NRD (stało się to w noc sylwestrową 1971/1972). Zaraz potem sąsiedzi znad Nysy zaczęli masowe peregrynacje po obu stronach rzeki – my odwiedzaliśmy niemieckie lokale, oni nasze. Trafić wtedy na wolne miejsce w „Łużyczance” udawało się naprawdę rzadko.

Nie pamiętam już, kiedy byłam w „Łużyczance” po raz ostatni. Na pewno jeszcze w czasach jej prosperity, czyli na początku lat siedemdziesiątych, potem już chyba nigdy. Nie wiem też, kiedy i jak kawiarnia zakończyła swój żywot. Pewnie gdy skończył się czas lokali uspołecznionych, a w Gubinie powstały inne, prywatne, nie miała już szans z nimi konkurować. Przypuszczam, że wielu gubinian, jak ja, wspomina to miejsce z sentymentem.

Nie istnieje już niestety także restauracja „Parkowa”, przez długie lata również gubińskie miejsce „kultowe”. Szkoda. Jednak w „Parkowej”, mimo że mieszkałam w pobliżu, na Słowackiego, bywałam rzadko. „Moim” lokalem była „Łużyczanka”, której poświęcam to wspomnienie.

23 SIERPNIA 2016.

6 thoughts on “CAFE „ŁUŻYCZANKA”

  1. „Kawa była podła, a ciastko nieświeże” – he, he, he, no właśnie, może te papieroski wypalane potajemnie znieczuliły pannie podniebienie?
    Haniu, jak na ex-Galaretkę piszesz tak światowo, że gubińska „Łużyczanka” może się spokojnie równać z paryskimi czy londyńskimi kafejkami. Bo liczy się duch, bardziej niż aromat kawy. Każdy prawdziwy bywalec to wie. Duch towarzyski. A jeszcze lepiej literacki 😉

    • He, he, he vel ady tam! Pisarka domowa pisząca światowo to jest oksymoron, moja droga!
      A co do tych znieczuleń, to nie papierosy znieczuliły mi podniebienie, tylko względem tego kolegi znieczuliło się moje serce.
      Na szczęście nie było to równoznaczne z zamarciem we mnie ducha towarzyskiego. A literacki mi się wręcz rozbuchał, choć raczej nazwałabym go grafomańskim. O. 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s