MAŁA CZARNA (I HAPPY END)

1 października 2014.

Mała czarna – to jest kawa
Duża czarna – to jest noc… – jak pisał kiedyś Jonasz Kofta.
Mała czarna to także sukienka. Klasyka. Każda elegancka kobieta powinna mieć w swojej szafie przynajmniej jedną taką.
Ponieważ postanowiłam być kobietą elegancką, wszczęłam kroki w kierunku nabycia małej czarnej.
Tym bardziej, że ostatnią moją małą czarną sukienkę (która w dodatku tylko z fasonu nią była, bo kolor miała ciemnopopielaty) podarowałam przed laty koleżance, uznawszy, że dla mnie jest już zbyt mini.
Ale taka do pół kolana, czemu nie? Chęć narodziła się we mnie, gdy na wernisażu Eli, naszej zaprzyjaźnionej malarki, ujrzałam ją w prześlicznej sukience, która była typową małą czarną (acz granatową), o klasycznym kroju i odpowiedniej długości, skromną i jakże elegancką! Widok ten obudził we mnie resztki kobiecości i natychmiast zapragnęłam  mieć taką kieckę. W dodatku taką z prawdziwego sklepu, a nie z lumpeksu (co zwykle praktykuję).

Realizację pragnienia rozpoczęłam wczoraj w mieście powiatowym S. W pierwszym sklepie małych czarnych nie mieli. W drugim pani potraktowała mnie z uprzejmą wyższością, pewnie nisko otaksowawszy moją postać w sportowej kurtce, spodniach rurkach i butach welurach. Gdy do jednej z sukienek sugerowała granatową lakierowaną torebkę i wyjaśniłam, że torebek używam rzadko, woląc nosić wszystko po kieszeniach, wyraziła chłodne pouczenie, że są w życiu kobiety takie momenty, gdy strój sportowy jest nieodpowiedni (czy coś w tym rodzaju). No cóż, będę zatem kobietą nie w pełni elegancką – i na torebkę nie dałam się skusić.
Jeśli łudziłam się, że zakup będzie sprawą prostą i już z pierwszego sklepu wyjdę z kiecką, w jakimż byłam błędzie! Przymierzyłam cztery sukienki. Wszystkie typu mała czarna, z czego czarną tylko jedną, bo dwie czerwone i jedną granatową. Z każdą było coś nie tak. Za duża. Za mała. Za długa. Za krótka. Za droga. Choć to ostatnie pewnie bym przełknęła, gdyby któraś z tych sukienek naprawdę powaliła mnie od pierwszego wejrzenia, jak ta sukienka Eli. Jedyne, z czym wyszłam ze sklepu, to przekonanie się, że posiadam rozmiar 38, czego przed wejściem do przymierzalni nie byłam pewna.

Odwiedziłam potem jeszcze siedem sklepów. W sześciu z nich sukienki były i znów długie minuty spędziłam w przymierzalniach. Panie ekspedientki, prócz tej jednej, były przeuprzejme i naprawdę z serca chciały pomóc. Przymierzałam sukienki granatowe, czarne, niebieską i malinową (czy raczej posiadającą modny, jak gdzieś niedawno przeczytałam, kolor magenta). Ta ostatnia była wyjątkowo twarzowa, niestety na karku zbyt odstawało mi zapięcie. Ładnie też wyglądałam w ciemnoniebieskiej, ta jednak za mocno mnie opinała. A inna, opinająca nie nadto, bardzo zgrabna, sięgała mi ledwie do pół uda. W dodatku wiele z tych kiecek miało rękawki typu skrzydełko. Skrzydełka zwisające spod ramion to ja mam już własne i wolałabym je zakryć…

Naprawdę nie jestem ciuchową grymaśnicą! Lecz do domu wróciłam z niczym, pragnienie posiadania małej czarnej na razie odwiesiwszy na kołek.
Akcję zamierzam jednakowoż kontynuować w najbliższym czasie w mieście „półwojewódzkim” G., z nadzieją na szczęśliwy finał. 🙂

6 października 2014

HAPPY END (NO, PRAWIE)

Kupiłam!
W typowy dla mnie sposób zakupowy, czyli po wariacku (o tym, jak po wariacku kupiłam dwa samochody, też może kiedyś napiszę). W pierwszym z brzegu butiku w galerii handlowej (choć miałam od znajomej informację, że w innym są przeceny). Przymierzyłam siedem sukienek, do ostatecznej selekcji wybrałam trzy (im więcej mam możliwości, tym większy problem z wyborem) i ostatecznie wyszłam ze sklepu ze śliczną małą czarną, która jest w istocie ciemnopopielata i czarne ma tylko elementy, bardzo zgrabnie na mnie leży i dobrze w niej wyglądam.
Wracaliśmy więc z miasta G. w try miga i po drodze usiłowałam sobie nie zawracać już głowy tym, że może gdzie indziej była jakaś kiecka ładniejsza, tańsza… Zresztą życie już w zanadrzu miało nową niespodziankę i nowy powód do zaprzątania głowy: ledwo dojechaliśmy do Lubniewic, rozkraczył się nam samochód.

Teraz przez jakiś czas będziemy wyłącznie rowerowi. 😉

 

Reklamy

5 thoughts on “MAŁA CZARNA (I HAPPY END)

  1. Z zakupami odzieży też mam kłopot. Na kilka obiektów – noszę jeden, dwa. Pozostałe wiszą w szafie i czekają kilka lat, aż je komuś przekażę. Zawsze też szukam sukienki na każdą okazję. Kupiłam już w życiu kilka i ani jedna nie okazała się zakupem trafionym. Bo w sklepie jak przymierzasz, to stoisz. A w domu wychodzi, że na przykład kiedy już usiądę, to za bardzo się podnosi, albo gniecie się niemożliwie, albo pije, albo dekolt za duży i żaden wypełniacz koralikowo-łańcuszkowy nie unosi zapadłej klatki piersiowej. Słowem zgroza.
    Ale mam pomysł Haniu, przyjedź do Zielonej Góry. Z Twoim rozmiarem na pewno coś znajdziesz dla siebie. Nasz kolega zamierza zorganizować jakiś andrzejkowy wieczór poświęcony AKW. Można zatem połączyć pożyteczne z przyjemnym. A jak zakupy nie wyjdą, to może choć wypijemy małą czarną.

    • Alu, witaj w klubie. 🙂
      Sukienka będzie mi potrzebna (tj. jej pierwsze użycie) jeszcze grubo przed andrzejkami. Jednak bardzo dziękuję za zaproszenie – i małą czarną, wierzę, wypijemy przy jakiejś innej okazji. Pozdrawiam!

  2. Haniu!. O jakże mi znany temat – marzenia o małej czarnej i niechęć do przymierzania, a także do przemierzania butików, sklepów, tłumaczenia uprzejmym panienkom o co mi chodzi, wymawianie się od zachwalanego przez nie towaru, że to jednak nie to. Wreszcie kupiłam „małą beżową”ale niestety ze wspomnianymi przez Ciebie motylkami i znów kombinacja .Jaki żakiet do tego, a może szal ? Nie, w szalu wyglądam babciowo. Więc może bolerko? Już po zakupie znalazłam sklep internetowy. Może Ty zaryzykujesz, jest spory wybór i informacja, że w razie czego można zwrócić. http://modbis.pl/
    Pozdrawiam
    M.

    • Kochana! Jakże cenna jest solidarność jajników. 😉 Kolejna kobieta proponuje mi pomoc. 🙂 Dzięki! Jeszcze poszukam w realu, a gdyby nie – spróbuję zakupu pod podanym przez Ciebie adresem.

      P.S. Cieszę się, że znów tu zajrzałaś.

      • Tak się nakręciłam na jakąś sukienkę, że już złożyłam zamówienie na małą wyszczuplającą w pepitkę – obiecują dostawę w ciągu trzech dni. Jak tylko przyślą, zaraz składam relację.
        Buźka
        M.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s