PELUNIOWO POSPOTKANIOWO – RELACJA Z KORYTARZA I ZNAD ARIANKI

Spałam dobrze. W ciągu dnia nie odczuwałam szczególnych emocji. Aż dziw, wszak miało nastąpić pierwsze w moim życiu spotkanie autorskie. Z moją osobą i napisaną przeze mnie książką! Może dlatego tak się nie stresowałam, że studziły mnie prognozy pogody. Studziły paradoksalnie, gdyż temperatury zapowiadano bardzo wysokie – akurat na ten dzień, 26 czerwca, najwyższe! – i w pionie trzymało mnie przeświadczenie, że w taki upał co najwyżej garsteczka ludzi zechce przyjść do biblioteki. Tym samym – naprawdę piszę to bez kokieterii! – będę miała wytłumaczenie słabej frekwencji: może i ktoś tam zamierzał się wybrać, lecz gorąc go powstrzymał.

Gdy wychodziliśmy z domu, termometr w tzw. głębokim cieniu wskazywał 37,5 st., a w słońcu suchy afrykański wiatr niemal parzył.

Parę dni wcześniej Marta (kierownik naszej biblioteki) sugerowała zmianę terminu na jakiś chłodniejszy dzień po niedzieli, ale chciałam już to spotkanie mieć za sobą. Skorzystała jedynie z pomysłu, by zrobić je w korytarzu. W bibliotece, nieposiadającej klimatyzacji ani nawet rolet na oknach, w tak gorące dni jest sauna. Marta załatwiła nawet wentylatory i klimatyzator, lecz w taki upał nie zdołałyby wychłodzić pomieszczenia, a tylko przeszkadzałyby buczeniem. Korytarz wydawał się najlepszą opcją.

I tak się stało. W dodatku z sukcesem, zarówno frekwencyjnym, jak i komercyjnym. Dobrze, że biblioteka ma siedzibę w szkole i można było skorzystać z nieuprzątniętych jeszcze szkolnych krzeseł  (biblioteka posiada ich tylko kilka) – a i tak parę osób siedziało na schodach. Jak policzył Janek, dzielnie mi pomagający (sprzedawał książki, robił fotki), na spotkaniu było 30 osób. Słowo daję i naprawdę się nie kryguję – w najśmielszych snach nie spodziewałam się aż tylu.

Emocje – dopiero teraz ich doświadczałam w pełni – były spore. Niby, po tylu latach  belferskich, jestem starą wyjadaczką wystąpień przed ludnością, lecz zawsze była to ludność uczniowska bądź rodzicielska. Teraz występowałam w innej roli. Trzęsły mi się nogi, drżały ręce, wzruszenie chwytało za gardło.

Jak potem powiedział mi Janek, wypadłam bardzo dobrze. Godnie i naturalnie, tak to określił, a znajomi potwierdzili. Chyba szczerze, bo sama czułam, że lepszej kondycji i w ogóle przebiegu tego spotkania nie mogłabym sobie wymarzyć.

Spora w tym zasługa Marty, organizatorki spotkania. Jej pomysłem było też, by fragmenty „Peluni” zostały zaprezentowane głośno. Poproszona o podpowiedź, podsunęłam te i owe, z nich miały zrobić wybór trzy czytające panie: ona i jeszcze dwie, Joanna i Małgorzata.

Jakie to jest niesamowite uczucie! Fragmenty własnej książki (które przecież znam niemal na pamięć i do znudzenia) usłyszeć w czyimś wykonaniu! Ciary, ciary. Czułam się tak, jakbym co najmniej była czytana w Trójce przez znanych aktorów w cyklu „Codziennie powieść w wydaniu dźwiękowym”.

Było kilka pytań (część osób już „Pelunię” przeczytała), kolejka po autografy, moc uścisków, komplementów, również zaskoczeń (ogromną niespodziankę zrobiła mi „delegacja” z Zielonej Góry), kwiaty, upominki…

Na koniec przemiłe zaskoczenie: Marta podarowała mi portret Peluni, wykonany przez Marcina,  jej brata (i kolegę mojego syna) na podstawie jednego ze zdjęć z książki. Pelunia jak żywa! Stoi od przedwczoraj na komodzie koło telewizora i a to ja na mamę zerknę, a to ona na mnie.

Portret wykonany jest ołówkiem. Tym samym historia zatoczyła koło, bo mama miała taki ołówkowy portret jako młoda dziewczyna – z ufryzowaną w fale głową, lekko pochyloną, opartą na dłoniach. Zapomniałam o nim napisać w książce! Wisiał u nas na Słowackiego na ścianie w stołowym. Pelunia go lubiła, lecz nieco kręciła nosem, że rysownikowi nie udały się dłonie. Faktycznie trochę się kłóciły z anatomią: były nienaturalnie długie – i nie palce, a ta część dłoni ponad nimi, zwana śródręczem. Uważam, że portret wykonany przez Marcina jest dużo lepszy. Peluni z pewnością by się podobał!

…Ludzie podchodzili do mnie, gratulowali, chwalili, mówili o swoich wzruszeniach, o podobnych sytuacjach w ich życiu, o balladzie „Powrót taty” recytowanej także w ich domach, o poznańskich powiedzonkach, jakie i oni znają, o pyrach z gzikiem… Kolejny raz miałam dowód na uniwersalność „Peluni”. Cieszę się, że ją wydałam. To jedna z lepszych inwestycji w moim życiu.

Tak więc pierwsze koty za płoty. Drugie wg wstępnych ustaleń mają się odbyć we wrześniu w Gubinie i jeśli dojdą do skutku, będą jednocześnie ostatnimi, przynajmniej jeśli chodzi o promocję „Peluni”. Bo się nakład wyczerpie! Tego też się zupełnie nie spodziewałam. Czytelnicy na lubniewickim spotkaniu, przed nim i po nim kupili grubo ponad 20 książek (Janek w pewnym momencie musiał biegać do domu, bo zabrakło) i ten proces wciąż trwa, gdyż sława ma pisarska rośnie. 😉  Ze 150 egzemplarzy pozostały zaledwie resztki.

A to jeszcze nie był koniec emocji tego dnia. Na spotkaniu zjawiła się bowiem czwórka moich i Janka przyjaciół z czasów studenckich i tuż po, bardzo dobrych naszych znajomych, z którymi więzy wciąż podtrzymujemy, choć dziś już rzadziej. Terenia (nasza świadkowa na ślubie w Ośnie Lub.), jej mąż Bogdan, Krysieńka i Ania. To stanowiło absolutną niespodziankę – namówili się i przyjechali. Późniejszym zaś wieczorem dotarł do Lubniewic jeszcze jeden kolega, Jurek. I bardzo, ale to bardzo wesoło imprezowaliśmy nad Arianką, aż do drugiej w nocy wyśpiewując przy gitarze nasze dawne studenckie rajdowe piosenki. Ania i Teresa to chórzystki dwóch zielonogórskich chórów, więc śpiewy odbywały się na głosy. A Boguś, gitarzysta i solista, to w ogóle nasz bard nr 1.

Znowu byliśmy młodzi.

/28 czerwca 2019/

Reklamy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.