REMINISCENCJE POPUSTKOWSKIE

 Lubię czytać książki, które już czytałam, oglądać filmy, które już widziałam, i wracać do miejsc, w których już byłam.

Sztandarowe przykłady – po jednym z każdej dziedziny – to oczywiście „Lalka” (właśnie znowu ją czytam), „Miś” i Kazimierz Dolny. Mogłabym dorzucić do nich jeszcze np. ulubioną rzekę spływową (Żejmianę) i „Ciemną stronę księżyca” albo Skaldów.

Do listy miejscowości, do których wracam, dołączyło przed czterema laty nadbałtyckie Pustkowo.

Odkryliśmy je przypadkiem, gdy w ramach ucieczki od urodzin wymyśliłam wyjazd nad morze. Bez żadnych rezerwacji, na zasadzie, że coś się na pewno trafi – byle niezbyt daleko od Kołobrzegu, gdzie odwiedzeniem rodziny mieliśmy zakończyć naszą eskapadę.

Według mapy (podróżujemy bez nawigacji) pierwsze napatoczyło się Pobierowo. Wjechaliśmy – nie, nie dla nas; za duże, za tłoczne (to był lipiec, a więc pełnia sezonu). Po kilku dalszych kilometrach tablica drogowa obwieściła Pustkowo. Fajna nazwa, postanowiliśmy sprawdzić – i to był strzał w dziesiątkę.

Noclegi – nie tak łatwo było coś znaleźć – trafiły się nam wreszcie w samym centrum, w ośrodku domków kempingowych. Domków pamiętających  zapewne epokę zamierzchłego PRL-u, ale nie narzekaliśmy – w naszej dziupli mieliśmy łazienkę i nawet kaloryferek na wypadek chłodniejszej nocy, a jako główną atrakcję –  morza szum, ptaków śpiew, złotą plażę pośród drzew tuż za ogrodzeniem ośrodka. Wystarczyło zrobić parę kroków ku schodkom wiodącym z klifu w dół.  Plaża w Pustkowie w roku 2013, daleko w tle pomost widokowy w Trzęsaczu.

To była miłość od pierwszego wejrzenia

Szerokie, prawie puste plaże, wysokie klify, spacery brzegiem morza (np. do pobliskiego Trzęsacza – w towarzystwie paralotniarzy, bo akurat pogoda sprzyjała lataniu), nadbałtyckie zachody słońca i kolacje w pizzerii „Marconi” (która tyleż nas raduje smacznym jedzonkiem i miłą obsługą, co i niemiło zaskakuje przedwczesnym kończeniem sezonu!).

Dwa lata później Pustkowo miało się znaleźć jako pierwsze w naszej podróży ku Litwie, ale za Goleniowem wysiadła nam klimatyzacja i trzeba było przearanżować plany – po konsultacjach Janka z bratem pojechaliśmy do Kołobrzegu, gdzie nam tę klimę naprawiono – i do Pustkowa już nie wracaliśmy. Za to następnego roku – czyli ubiegłego – odwiedziliśmy je już w charakterze pełnoprawnej stonki, na początku września, zarezerwowawszy sobie odpowiednio wcześniej pobyt w willi „Konik Morski” – rzut beretem od plaży. Atrakcji znowu było moc – z piękną pogodą na czele – więc nic dziwnego, że i w tym roku pojechaliśmy w to samo miejsce.

 Wypoczynek, nawet gdy jest męczący, bo trzeba się nachodzić, najeździć, nazwiedzać, nawiosłować czy nasmażyć na słońcu, jest dla mnie oderwaniem się od czynności codziennych. Zwłaszcza od gotowania, mimo że lubię stać przy garach – ale jakże przyjemnie jest mieć podane pod nos i choć parę razy w roku nie obracać w ręku każdej złotówki, tylko poczuć się jak biały człowiek.

Wypoczynek to także dłuższy lub krótszy rozwód z komputerem i internetem. Powypoczynkowo zaś zapisuję garść nadmorskich wspomnień i refleksji.

 Plażing

Tym razem, wbrew nazwie, plaża pustkowska nie świeci pustkami. Miejscowość staje się coraz bardziej popularna. Na szczęście do tłoku kołobrzeskiego wciąż jej daleko.  Plażing’ 29 sierpnia 2017.

Pogoda – o co tego kapryśnego, deszczowego lata naprawdę nie było łatwo! – w ostatni przed zakończeniem wakacji weekend trafiła się jak złoto, plażę oblega więc sporo rodziców z dziećmi. Najliczniej jednak nadmorski brzeg zaludnia geriatria. Taka z naszej i z jeszcze starszej półki. Śmiało oblega stoliki na tarasie plażowej kafejki, spaceruje brzegiem Bałtyku, co śmielsza (a raczej co tęższa) zażywa kąpieli, a najśmielej wyśpiewuje i dansuje w „Alexie”.

Nie lubię leżeć plackiem w grajdole, wolę spacerować, czytać, moczyć nogi oplatane morską falą, obserwować ludzi. Oczywiście trzeba i posmażyć się trochę, bo jak to, wrócić znad morza bez opalenizny?

Z „Sabat Beach Bar Pustkowo” dobiega muzyka, trochę za bardzo umcykowa jak na nasz gust. Za to wieczorami w towarzystwie pianisty śpiewa tam standardy ta sama dziewczyna co w ubiegłym roku. Miło jej posłuchać i coś wrzucić do kapelusza. No i dają tam pyszne zimne „Książęce” pszeniczne i smaczną pizzę  z wielką ilością rukoli.

Stanowisko obok nas zajęły trzy panie z dziećmi. Wszystkie trzy z przedziału 30 – 40 i wszystkie mocno przy kości. Smażą się na całego, a w przerwach chłodzą w Bałtyku, spokojniutkim tego dnia jak lustro. Temperatura wody – według Telewizji Szczecin – 18-19 stopni. Całkiem przyjemnie.

Paniom i dzieciom towarzyszy pies, Pustkowo bowiem szczyci się tym, że nie zabrania wprowadzania psów na plażę, a wręcz zaprasza.

Z tymi psami (sporo ich) różnie bywa. Dla ich właścicieli to radość, że nie muszą się rozstawać z ulubieńcami. Mam nadzieję, że nie zakopują psich kup w nadmorskim piasku! Zauważam nawet jednego pana, który ze swym pupilem (na smyczy), najwyraźniej w celu toaletowym, wędruje schodkami w górę, gdzie znajdują się pojemniki z torebkami na psie odchody.

Nie wszyscy jednak się aż tak przejmują. Ze stanowiska z naszej drugiej strony słyszę nagle „A sio, co mi tu sikasz!” i spostrzegam, jak spory pies odbiega od wiatrochronu, wcześniej zdążywszy mocno zaznaczyć jego skraj i piasek pod nim. Jego właściciele plażują spory kawał dalej i pewnie nawet nie zauważyli, co się stało. „Piesek nam tu nasiusiał”, tłumaczy swojej córeczce nasza sąsiadka, nabiera wody do plastikowego wiaderka i opłukuje parawan.

Do „uroków” plaży należą też śmieci. Głównie pety, plastikowe słomki, zgniecione kubki i inne folie. W ilościach wprawdzie nie kosmicznych, jednak o czyściutkim, białym piaseczku, który zdobią wyłącznie muszelki, próżno marzyć. Przy wejściach na plażę stoją pojemniki, ale bo to się ludziom chce fatygować? Przecież co wieczór plaża jest sprzątana. Nigdy nie zrozumiem takiego myślenia. Wyjęcie cukierka z papierka i wyrzucenie tegoż papierka pod nogi – na plaży, na chodniku, na górskim szlaku – uważam za jedno z najprymitywniejszych ludzkich zachowań.

Ale przecież nie po to jeżdżę nad morze, żeby narzekać, tylko żeby się napawać!

Rowering

  Zdjęcie jest z ubiegłego roku, z Kołobrzegu.

Rok temu zabraliśmy do Pustkowa nasze rowery. Robiliśmy przejażdżki do Pobierowa, Trzęsacza, Rewala, leśną ścieżką wiodącą wzdłuż klifu. Teraz nie zabieraliśmy już własnych, skorzystaliśmy z rowerów, które ma na wyposażeniu „Konik Morski”. Wycieczkę jednak robimy tylko jedną – do Rewala, z popasem w Trzęsaczu.

W Pustkowie słychać głównie polską mowę, ale w Trzęsaczu, a w Rewalu zwłaszcza – wczasuje sporo Niemców. Głównie niemieckich emerytów. W ogóle Rewal – trochę po nim pospacerowaliśmy – jest tłoczny, w knajpkach, zwłaszcza tych bliżej morza – tłum ludzi. Nie nasze klimaty, więc po obiedzie w „Tawernie Rybackiej” z radością wracamy do pustkowskich pustek.

Ta „Tawerna” jest knajpą na skraju klifu, ma plażę u swych stóp, a na niej miejsce przybijania kutrów rybackich, przy okazji więc pooglądaliśmy sobie wciąganie tych kutrów na brzeg, za pomocą specjalnych lin. Nie było jednak wyładunku ryb, chyba panów zgoniły z morza komunikaty o nadchodzącej burzy – która jednakowoż okazała się tylko niegroźnym przedwieczornym deszczem.

Do Pustkowa wracamy trochę inną drogą – brukowaną ścieżką wzdłuż szosy. Niezbyt pewnie się czuję na rowerze, który nie ma hamulca w pedałach, a tylko ręczny przy kierownicy, raz czy dwa nawet się moje nogi chciały rozpędzić do hamowania, zanim powstrzymała je głowa. Ja w ogóle zauważam, że pomału wygasa mi funkcja rowerowania, nawet na mojej starej kozie, a cóż dopiero na obcym sprzęcie. Bezpieczniej mi na bruku niż na wąskiej, krętej klifowej dróżce, pełnej korzeni, kałuż i spacerowiczów.

A kasku oczywiście nie miałam z sobą…

 Knajping

 Espresso w jednej z przydeptakowych kafejek w Trzęsaczu.

Uwielbiam ryby i nad morzem postanowiłam najeść się ich do syta. Jasne, w kurortach nadbałtyckich można się naciąć, jak dowodzą badania Sanepidu, w smażalniach czy wędzarniach rżną klientów, ile wlezie. Ale miałam nadzieję, że dobrze trafię, i ona prawie w całości się spełniła.

Najpierw w pizzerii „Marconi” dorsz z pieca na szpinaku (pycha, bo prócz uwielbiania ryb uwielbiam też szpinak). Następnego dnia zasadzam się na sandacza z pieca, tamże, ale zamknęli bez uprzedzenia (no jak tak można zrobić w siuś wiernych klientów!), więc muszę się zadowolić sandaczem smażonym w pustkowskiej smażalni. Też niezły, tylko surówka do niego – jakaś przechodzona. Zaś na finał, w rewalskiej „Tawernie Rybackiej”, filet z łososia (też z pieca), ponoć bałtyckiego (ale czy to ja się znam?). Tak ogromny, że daję mu radę jedynie w połowie, resztę nam pakują.

Ciekawe, że te knajpy nadmorskie (w Rewalu knajpa przy knajpie) albo mają pizzę (pizzerię) już w nazwie, albo choćby tę potrawę w repertuarze. Chyba włoskie danie narodowe stało się też jednym z naszych ulubionych i przyciąga klientów jak magnes.

Na ryby wędzone jednak się tym razem nie załapujemy. W Rewalu trzeba złożyć zamówienie na kilka godzin przed odbiorem, nie chce nam się czekać, a poza tym odstręcza nas wspomnienie ubiegłorocznej „świeżej ryby wędzonej”, która owszem, była zjadliwa, ale z pewnością drugiej świeżości, jak ten jesiotr w „Mistrzu i Małgorzacie”.

Opis dań rybnych uzupełniam „obiadami nr 2” w postaci dań typu flaki, naleśniki, spaghetti, piwo, kawa, desery lodowe i słodkie ciasta z kremem (w domu słodkości prawie nie jadamy!).  Skutkiem czego na pewno przywiozłam do domu co najmniej kilogram siebie więcej, niż wywiozłam. Ale co tam, jak knajping, to knajping. Zwłaszcza że nie hamburgery, hot dogi, chipsy czy inne fast foody, tylko ciut szlachetniejsze dania.

Piszę o tych chipsach, bo…

O jejku, jakie nam się zrobiło nieładne społeczeństwo!

I nie mam na myśli nieładnego podziału na tych, którzy jak ja żałują utraconej konstytucyjnej wolności, i na tych, którzy w ślad za telewizją rządową twierdzą, że prawdziwą wolność mamy dopiero teraz, bo wstaliśmy z kolan i nie będzie Niemiec czy inny żabojad pluł nam w twarz.

Mam na myśli to, jak brzydko wyglądamy bez ubrań. A plaża jest najlepszym miejscem do takich konstatacji. Stajemy się społeczeństwem grubasów! Wprawdzie moja koleżanka Ela, po niedawnym pobycie w Kanadzie, twierdzi, że kudy nam do Kanadyjczyków czy Amerykanów, ale jednak. Nie tylko starszym państwu płci obojga bezwstydnie znad majtkowych gumek wylewają się góry sadła. Ludzie znacznie młodsi często mają  sporą nadwagę. Może przyświeca im hasło nowego trendu, by kochać swoje ciało, obojętnie jakim jest, ale czy to możliwe, że przed laty Polki miały opinię jednych z najpiękniejszych w świecie? Zwłaszcza w czasach, gdy trendy wyznaczała Twiggy – Patyczek… Że już nie wspomnę o tym, jak nadwaga jest niezdrowa.

Te trzy tęgie panie obok nas na przykład. Takie jeszcze młode, a tak ich już nadto. Na szczęście towarzyszące im dzieci są szczupłe. Może nie zdążyły jeszcze zjeść i wypić dostatecznej ilości chipsów i coca coli. A może do ich rodziców dotarły już echa przedszkolnych, szkolnych czy telewizyjnych kampanii, by dzieci odżywiać zdrowo. Oby.

Bałtycki Krzyż Nadziei w Pustkowie

 Jest to replika krzyża na Giewoncie ( zresztą o prawie dwie tony cięższa i o 1,5 metra wyższa od oryginału). Wznosi się tuż obok głównego wejścia na plażę, 100 metrów od morza. U stóp krzyża znajduje się replika okrętu, który zdobił ekspozycję województwa zachodniopomorskiego na wystawie EXPO’ 2000. Mottem budowy krzyża stały się słowa Jana Pawła II o wietrze wiejącym „od Bałtyku po gór szczyty – do krzyża na Giewoncie”. W pobliżu planowana jest budowa kościoła. W ogóle to miejsce staje się rodzajem sanktuarium. Corocznie wyrusza z  niego motocyklowa pielgrzymka „od krzyża do krzyża”, przybywa też pamiątkowych tablic  i obelisków.

Uroczystość odsłonięcia Bałtyckiego Krzyża Nadziei miała miejsce w roku 2007, a więc na kilka lat przed naszym odkryciem Pustkowa. Z pierwszego pobytu pamiętamy za to ostatnie prace w rewitalizowanym tuż u stóp krzyża parku (w Pustkowie wszędzie jest blisko i tuż). Park ma urokliwe alejki wijące się wśród drzew i piękne kompozycje kwiatowo-krzewowe, a w nocy dodatkową atrakcję – brukowane podświetlane kostki tworzą obraz układu słonecznego.   

Miejsce to nosi nazwę Parku Przyjaciół Pustkowa – uwzględniającą tych wszystkich, którzy pokochali tę miejscowość i chcą do niej wracać – a więc i nas.

Zgodnie z modą na drewniane rzeźby w parkach (vide: lubniewicki Park Wisłockiej), Pustkowo przyozdabia też swój. Panowie rzeźbiarze, za pomocą piły, siekierki i dłuta, wielki dębowy kloc przeistaczali właśnie w pomnik Matki Boskiej. Uwinęli się z tym w dwa dni, choć pozostały jeszcze do dopieszczenia ważne szczegóły. Gdy wyjeżdżaliśmy, Matka Boska wyglądała jak kobieta dźwigająca na głowie okrągły dzban, lecz jak można było się domyślić z przyczepionego na sąsiednim drzewie rysunku – szkicu, dzban ten stanie się zapewne wysoką ażurową koroną.

Sprawdzimy to za rok.

„Lalka”

Znów nad brzegiem Bałtyku wędrowałam też warszawskimi ulicami w „Lalce”. Za każdym razem odnajduję w niej coś nowego. Teraz moją uwagę zwróciła konstrukcja powieści oraz research, jak byśmy dzisiaj powiedzieli, jaki musiał wykonać autor. Warszawa i jej wszelkie zakamarki to pikuś, znał ją wszak z codziennych szlaków. Ale Paryż! Przecież podobno nawet w nim nie był przed napisaniem powieści.

Nie czarujmy się. Z pewnością nie mam talentu Prusa, a reaserching to już w ogóle nie moja bajka. Nawet w takim krótkim tekście jak ten niewielki sobie zadałam trud, a cóż dopiero mówić o powieści.

A taka na przykład Zuza swoje teksty na blogu (choćby ten ostatni, o mafii sycylijskiej) poprzedza naprawdę porządnym researchem.

A ja napisałam, co wiedziałam, i czym prędzej odleciałam.

/5 września 2017./

Reklamy

2 thoughts on “REMINISCENCJE POPUSTKOWSKIE

    • Milu, miło mi, że tu zajrzałaś i zechciałaś zostawić swój ślad. Serdecznie Cię pozdrawiam. ❤
      Jeśli lubisz szerokie, piaszczyste, niezbyt zatłoczone plaże i nie przeszkadza Ci zimne morze (bo wiem, że lubisz też egzotyczne zakątki) – Pustkowo jest jak znalazł. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s