TO IDZIE MŁODOŚĆ, MŁODOŚĆ, MŁODOŚĆ I ŚPIEWA…

dzieci kwiaty WnNMłodość z klasy pierwszej „B” LO w Gubinie oraz jedna wypożyczona z Technikum Odzieżowego. Miejsce akcji: Butelkaplatz.

W latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku w nadgranicznym mieście Gubin wymyślono – jak ogłoszono wówczas – „święto młodości i radości”. Ponieważ Gubin leży nad Nysą Łużycką, impreza otrzymała nazwę „Wiosna nad Nysą”. Była corocznym piątkowo – sobotnio – niedzielnym festynem, odbywającym się w różnych punktach miasta, a głównie na wielkim placu, przed wojną  sportowym, po wojnie nazwanym Placem Wdzięczności, gdyż w centralnym jego miejscu postawiono pomnik z gwiazdą na cześć bohaterów armii radzieckiej. Mnie zaś zapamiętała się nazwa (kto ją wymyślił?) Butelkaplatz, bowiem uroczystości, poza udziałem w różnych imprezach sportowych czy koncertach, czczono też konsumpcją napojów alkoholowych i potem w trawie walały się liczne butelki. Dziś plac nosi imię Bolesława Chrobrego, a pomnik usunięto. Święto zaś odbywa się po obu stronach Nysy, bowiem Gubin i Guben tworzą jedno euromiasto.

Po wielu latach przerwy odwiedziłam znów „Wiosnę nad Nysą”. Koncerty odbywają się obecnie na scenie przed farą, wokół niej i ratusza mieści się morze straganów i przewalają się polsko – niemieckie tłumy. Podobnie po drugiej stronie (już od dawna nie granicznego) mostu, gdzie również odbywają się koncerty i można coś kupić oraz zjeść (jak dawniej smakowały mi wursty i dobre niemieckie piwo). Czyli dla każdego coś miłego. Dla mnie miłe było ponadto spotkanie w siedzibie SPZG, w którego izbie muzealnej wspominaliśmy z panem Pilaczyńskim dawne czasy w zakątku ulic mojego dzieciństwa, Słowackiego i Krasińskiego.

No i korowód! Kiedyś nieodzowny element „Wiosny nad Nysą”, po paru latach przerwy znów przywrócony do łask – choć te dawne korowody chyba były okazalsze… W kolorowym przemarszu po kilku gubińskich ulicach uczestniczą – najczęściej w różnych ciekawych przebraniach – przedszkola, szkoły, zakłady pracy, stowarzyszenia, a publiczność stojąca na chodnikach oklaskuje pokaz oraz pstryka fotki (napstrykałam i ja).

Ach, te dawne „Wiosny nad Nysą”!.. W zgrzebnych, szarych  czasach „komuny” naprawdę powiew świeżości i radości. Jako uczennica podstawówki nr 1 i potem ogólniaka, bodaj co roku maszerowałam w korowodzie. Z ciekawszych kreacji pamiętam przebranie się za Japonkę (atłasowy szlafrok mamy robił za kimono), za muchomorka w kapelusiku w kropki czy za krakowiankę (gdy nie udało mi się być motylem, bo nie potrafiłam skonstruować ruchomych skrzydełek, strój krakowski, w którym rok wcześniej sypałam kwiatki na procesji Bożego Ciała, musiał mi zastąpić motylkowe zapędy).

Zaś w pierwszej klasie liceum stałam się jednodniową hipiską. Na czasie były wówczas słuchane przeze mnie namiętnie w „Rendez vous o szóstej dziesięć” Radia Wolna Europa hity w rodzaju „San Francisco” Scotta Mc Kenzie. Ideologia wolnej miłości, na co byłam wtedy za smarkata, czy wizje życia w komunie, a zwłaszcza narkotyczne – nie pociągały mnie, jasne. Ale te szmatki! Te kolorowe stroje, makijaże, kwiaty, długie włosy, pacyfki… Wymyśliłyśmy z dziewczynami, że przebierzemy się za taką hipisowską grupę i w tej postaci pomaszerujemy w korowodzie. O dziwo, nasi profesorowie albo o ruchu hippie jeszcze nie mieli pojęcia, albo przymknęli oko (raczej to drugie) na propagowanie wzorców „zgniłego Zachodu”.

Mimo że korowód już dawno się skończył, do wieczora łaziłyśmy w tym przebraniu po gubińskich ulicach i po Butelkaplatz, wyśpiewując „San Francisco”, choć angielski znałyśmy tyle co z piosenek. Nie wszyscy też gubinianie kojarzyli, kim jesteśmy w tych kolorowych łaszkach, pamiętam na przykład, że ktoś na nasz widok zawołał „O, Czesław Niemen i Akwarele!” WnNysą hippiesi

Żeby Panu Bogu oddać świeczkę, a diabłu (ZMS-owi) ogarek, tuż za hipisami stateczni starsi koledzy (co widać na zdjęciu) nieśli  transparent z „reklamą” Frontu Jedności Narodu. Takie to były czasy…

Fotografie mam tylko czarno-białe, bo jakież inne mogły wtedy być. Szkoda, że nie widać na nich tych wszystkich hipisowskich barw. Kwieciste rękawy przy bluzce zrobiłam sobie z jakiejś starej falbany, „kwiaty we włosach potargał wiatr”, na obliczu ostry makijaż. A ten facet obok mnie, w ciemnych okularach, z ukwieconą gitarą, z młodzieńczym zarostem i w rurkach – to moja koleżanka z sąsiedniej ulicy, Lena. To ona, mój wówczas muzyczny i modowy guru, się na ten dzień „przeprowadziła” ze swojego technikum do naszej klasowej bandy. Zarost domalowała sobie farbkami i kredką do brwi. 🙂

8 czerwca 2016.

Reklamy

4 thoughts on “TO IDZIE MŁODOŚĆ, MŁODOŚĆ, MŁODOŚĆ I ŚPIEWA…

  1. Haniu, masz fajne wspomnienia. Na tle pozostałych prezentowaliście się WSPANIALE. Tez byłam w Gubinie. Szkoda, ze nie spotkałyśmy się.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s