WBREW NAZWIE NIE RODZI SIĘ W ZIMIE

zimorodek Tak brzmiało hasło w „Płomyczkowej” krzyżówce. Byłam wtedy we wczesnej podstawówce, siedziałam przy kuchennym stole obitym ceratą, obok Pelunia kręciła się przy garach, a ja rozwiązywałam krzyżówkę.
Nie miałam pojęcia, co to takiego nierodzącego się zimą, ale rozwiązanie z liter innych wyrazów wyszło samo:
Z I M O R O D E K.
Zapamiętałam tę nazwę, choć zimorodka w naturze przyszło mi ujrzeć dopiero sporo lat później. Nawet nie pamiętam, kiedy po raz pierwszy, chyba na jakimś spływie kajakowym.
Z pewnością kilka razy widziałam go na Obrze. Bo nie na Drawie, gdzie znajduje się jego królestwo. Ze trzydzieści lat temu płynęliśmy Drawą, ale z tamtego spływu zimorodka sobie nie przypominam, zaś powtórka Drawy przed kilku laty już z pewnością nie była zimorodkowa. Biednym ptakom w sezonie kajakarskim jak nic serca zamierają ze strachu przed tą pseudokajakarską, przypadkową, nierzadko podpitą hałastrą (z tych powodów, choć Drawa jest przepiękna, już nie pływamy po niej).

Ostatnio widziałam zimorodka całkiem niedawno, też na spływie – na początku sierpnia na Żejmianie. Odpoczywaliśmy na wysokim brzegu, gdy niczym błękitna strzała wyśmignął nam niemal spod stóp. Tak szybko, że nie było szans na pstryknięcie choćby najmarniejszej fotki. Potem Wacek, znawca ptasząt wszelakich, pokazywał nam otwory w piaszczystym brzegu i opowiedział co nieco o zimorodkowych gniazdach. Po kilku minutach, już na wodzie, za zakrętem, zobaczyliśmy ptaka ponownie – oddalał się od swojej skarpy, jakby chciał odciągnąć od gniazda potencjalnych agresorów…

„Wbrew nazwie nie rodzi się w zimie”… Zaloty zimorodków (samiec wabi samicę, znosząc jej ogromne ilości ryb – to coś dla mnie! 😉 ) zaczynają się pod koniec marca, jaja zostają złożone w połowie kwietnia, a okres lęgowy kończy się w ostatniej dekadzie sierpnia, wtedy młode opuszczają swoją norę. Tak, bo miejsce, w którym przyszły na świat, to naprawdę ciemna i śmierdząca nora. Państwo zimorodkostwo kopią ją wspólnie, wspólnie też wysiadują jaja (to mi się bardzo podoba!). Do gniazda wiedzie długi, czasem prawie metrowy korytarz, na końcu którego mieści się mieszkanko pary i jej potomstwa. Zanieczyszczone ośćmi, gnijącymi rybimi odpadami, wreszcie odchodami gospodarzy. Niezły hardkor, prawda? Aż trudno uwierzyć, że zimorodek, ten piękny, błękitny śmigacz, wyglądający jak nadrzeczna ptasia arystokracja, wywodzi się z takich nizin. Zresztą ta jego cuchnąca nora jest „przemyślanym projektem klimatyzacyjno-kanalizacyjnym”. Jej mieszkańcy doskonale, wręcz po inżyniersku, radzą sobie z klimatyzacją gniazda i usuwaniem nieczystości.

Tego wszystkiego, a także dużo więcej, dowiedziałam się z książki Romana Kucharskiego „Zimorodek – fascynacje znad Drawy”. Publikację wydał Drawieński Park Narodowy. Na jego terenie przez pięć ostatnich lat (a w ogóle – przez dwadzieścia) prowadził autor obserwację zimorodka.
Książka, pięknie wydana, z wieloma ilustracjami, jest wyrazem fascynacji autora tym ptakiem. Jak wielka to pasja, a także jaką autor ma wrażliwą i artystyczną duszę, świadczą choćby słowa we wstępie:
„To opowieść o mojej przygodzie z zimorodkiem, o najpiękniejszym ptaku naszego regionu, jego fenomenie, nieprzewidywalności i tajemniczości. Nawet nie przypuszczałem, że te zimorodkowe fascynacje mogą mnie tak pochłonąć, mogą trwać tak długo, mogą ożywać co roku wraz z nadejściem wiosny, jak budząca się po zimie do życia przyroda.
Moje pierwsze spotkanie z zimorodkiem pamiętam do dziś. Był maj 1992 roku. Obserwowałem go z zaledwie trzech metrów nad rzeką Brdą. Miałem wrażenie, że specjalnie na tę okazję w promieniach majowego słońca, do granic możliwości wysycił cały arsenał barw. Nawet dziś wydaje mi się, że był to najpiękniej ubarwiony zimorodek, jakiego kiedykolwiek widziałem. (…) Czasem, kiedy go obserwuję, mam wrażenie, że ptak ten stara się skryć swe piękno, tak jakby bał się, że ktoś może mu je ukraść, zniszczyć czy wykorzystać dla siebie”.

Choć publikacja popularno-naukowa powinna z zasady być chłodna i obiektywna, w moim odbiorze ten zachwyt i tak osobiste podejście autora do przedmiotu obserwacji, tak malarskie i niemal poetyckie – to wielka wartość tej książki.

Nad Arianką też mamy swojego zimorodka! Albo zimorodki, bo to może różne osobniki, nie wciąż ten sam. Kilkakrotnie widywaliśmy go (je) nad naszą rzeczką. Stał sobie taki modro – pomarańczowy przecinek z grubym dziobem na kładce, pochylał głowę i wypatrywał czegoś w wodzie. Czyżby w Ariance były wtedy jakieś rybki? Spłoszony byle szelestem, zrywał się i odśmigiwał w ułamku sekundy. Przez parę lat nie widzieliśmy go, ale niedawno znów się pokazał! Janek go zobaczył pod koniec sierpnia. Ptak widocznie odchował już młode i miał wreszcie trochę luzu. Ten sprzed lat? Czy jego potomek? A może koleś z zupełnie innej rodziny?
Pewno to całkiem nowy osobnik. „Wraz z urodą zimorodek odziedziczył kruchość życia” i bardzo rzadko dożywa „sędziwego, jak na ten gatunek, wieku ok. 3 lat”, jak pisze Roman Kucharski.
Mam nadzieję, że nie zagrożą mu u nas żadne norki amerykańskie czy inne krogulce bądź lisy (a bóbr? czy bóbr jest zagrożeniem dla zimorodka??!).
I zanim wyruszy w jakąś zagraniczną podróż (bo to podobno są wielcy podróżnicy), jeszcze choć raz przysiądzie na naszej kładce.

/17 września 2015/

2 thoughts on “WBREW NAZWIE NIE RODZI SIĘ W ZIMIE

    • Autor pisze też: „Ten ptasi globtroter zawitał nawet w tak północne rejony Eurazji jak Skandynawia, kraje nadbałtyckie, Wyspy Brytyjskie czy rozległe krańce Rosji”.
      i: „angielska nazwa zimorodka „Kingfisher” (królewski rybak)”.
      Więc zanim wrócisz w rodzinne strony, wypatruj go w England. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s