WRZENIE

Na spotkaniu w Nadarzycach obdarowałam pliszkowiczów-spływowiczów moimi „Peluniami”, parę też kupili, na prezenty, Wojtek K. zaś wymyślił, że je wstawi (2 książki) do księgarni swojego brata w Złotoryi. A po kilku godzinach wpadł na pomysł, że jeden egzemplarz wyśle… Mariuszowi Szczygłowi. Bo to jego kolega z piaskownicy. Nawet nie śmiałam się ucieszyć, mimo wdzięczności dla Wojtka, bo się głównie zatrwożyłam, że komu ja mam zawracać głowę i z czym, a zresztą czy taki tuz literacki w ogóle będzie miał czas i ochotę na rzucenie okiem na przesyłkę choćby i od osoby znajomej, lecz z kompletnie nieznajomą zawartością w środku?

Wojtek wszakże wysyłkę zrobił. Nawet mi przysłał zdjęcie koperty bąbelkowej z „Pelunią”, zaadresowanej do M. Szczygła – do księgarni „Wrzenie Świata” w Warszawie.

Nadal jednak nie robiłam sobie nadziei. I oto co widzę przed paroma dniami na fejsbuku. Wpis i zdjęcie Mariusza Szczygła. Jest on bowiem moim „znajomym z fejsa”, tzn. ma tam stronę i kilkadziesiąt tysięcy czytelników, wśród nich mnie.

Na fotografii autor „Gottlandu”, piękny jak młody bóg, stoi z naręczem przesyłek przed wejściem do księgarni „Wrzenie Świata”. Wśród nich druga od góry wygląda na kopertę z moją „Pelunią”. Ona czy nie ona – zaczynam odczuwać nieśmiałe drżenie serca.

Wpis poświęcony jest. m.in. czekaniu na książki zamówione, które M. Szczygieł pragnie przeczytać, i otrzymywaniu licznych przesyłek niezamówionych – co ilustruje rzeczone zdjęcie. Kończy się słowami: „Chcę bardzo przeprosić wszystkie wydawnictwa i autorów, że nie reaguję na te przesyłki. Jest ich naprawdę dużo. (Przekleństwo stania się „modnym”). A ja korzystam z największego szczęścia, jakie mógł dać mi Los: łaskę powolnego czytania.”

Istota przekazu jest dla mnie jasna, lecz malutki kwiatuszek nadziei już we mnie wykiełkował i w nieśmiałym przypływie śmiałości produkuję taki oto komentarz:

Panie Mariuszu, wśród przesyłek, które trzyma Pan w dłoniach, jest być może i ta, którą wysłał Panu Wojtek ze Złotoryi (bo ja nie miałabym odwagi nawet wpaść na taki pomysł). Życząc Panu obfitego czerpania z łaski powolnego czytania, pozostaję z nadzieją, że i na tę przesyłkę rzuci Pan kiedyś okiem (a nawet dwoma).

Na odpowiedź nie muszę długo czekać. Brzmi tak:

Książka od Wojtka Kajora leży na stole w kuchni.

Tu powinnam lajknąć albo nawet zrobić „super”, tj. wklikać fejsbukowe serduszko, i na tym poprzestać, ale wizja, że może podczas śniadania lub kolacji przy kuchennym stole Mariusz Sz. wydobywa z koperty moją książkę i rzuca nań okiem, powoduje wzrost mej nachalności:

Dziękuję!!! 🙂 (i już się boję).

Głupi szczebiot głupiej baby! I znów dość szybka odpowiedź:

Że bez zaglądania oddam komuś?

Dalej brnę, próbując nie być nachalną, a wciąż będąc:

Tego nie brałam pod uwagę. Raczej doświadczam – kobieta w tzw. słusznym wieku – emocji gimnazjalistki, która się boi, że dostanie ledwie tróję na szynach (pamięta Pan taką ocenę?).

No i doczekuję się reprymendy:

Właśnie większość tego nie bierze pod uwagę. Szczerze mówiąc po to był ten post: Kochani, tyle dostaję, że nie jestem w stanie tego przeczytać. Więc głównie zajmuję się nie czytaniem zawartości przesyłek J  Przepraszam, że akurat Pani to mówię wprost. Właśnie to był ukryty cel tego wpisu: nie daję rady. A żebym jeszcze pozwolił sobie na krytyczne uwagi – w żadnym przypadku. Jeśli coś przeczytam i mi się spodoba, zaraz zawiadamiam o tym fb lub Instagram. Jeśli nie, to milczę.

Uuuu. Dobrze mi tak. Gdzie ja się pchałam? Kwiatuszek nadziei mi usechł, nim zdążył zakwitnąć. Mimo wszystko starsza pani bez godności usiłuje ocalić resztki godności:

Bardzo dziękuję za szczerość, choć zrozumiałam sens Pana przekazu adresowanego do przesyłkosłaczy. Jedynie ten stół kuchenny mnie zwiódł… i mimo wszystko pozwalam sobie pozostać nieodartą z nadziei. Oczywiście proszę nie traktować moich słów jako nacisku! Jestem wdzięczna, że w ogóle Pan odpowiedział. Pozdrawiam serdecznie.

Mariusz Sz. daje pod tym lajka na pożegnanie. A ja ze wstydu nie mogę spać.

Dobrze mi tak. W dodatku to już druga plama, jaką zaliczyłam w spotkaniu z Mariuszem Szczygłem. Pierwsza, w realu, zdarzyła się przed kilku laty; napisałam o niej w „Niecodzienniku” – „Jak pomyliłam Szczygła ze Stasiukiem” (to znaczy absolutnie nie pomyliłam ich obu! tylko się głupio przejęzyczyłam z emocji): https://wp.me/P3waVI-1s0

A przy okazji tamtego spotkania i niedawnego zdjęcia Szczygła z przesyłkami – coś jeszcze. Dopiero teraz wszystkie klocki poukładały mi się jak w pudełeczku. To miejsce, przed którym wówczas siedział, a teraz się zdjął, to nie żaden „butik”, jak wtedy napisałam. To jest właśnie księgarnia „Wrzenie Świata”!

 

Na szczęście moje wrzenie, najpierw nieśmiałą nadzieją, potem wstydem na cały świat po tej konwersacji ze Szczygłem na fejsie, już ucichło. Świat pędzi naprzód i ma inne zmartwienia niż wyrywność starszej pani znad Arianki.

Gdzie wczoraj robiliśmy nadariańskiego grilla.

/2 czerwca 2019/

 

2 komentarze do “WRZENIE

  1. I Bóg z nim. Latawszy nad Warszawą za dziesięć tysięcy złotych na godzinę, obwieszona trzema aparatami, z szesnastoma kartami pamięci w kieszeni focąca stolicę, zwróciłabyś uwagę pana Mariusza, już Ci o tym pisałam. „Pelunia” może nie trafi do Wrzenia Świata, nie spowoduje pary ani dymu, gwizdów ani bumów, ani burz zachwytu.

    Ale czytelnicy czytają, smaczki odkrywają, o czym meldują na bieżąco – czegóż Ci więcej potrzeba do szczęścia, Haniu?!

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.