NAJPIĘKNIEJSZE KWIATY ŚWIATA

Opowiadanie egzaltowanej nastolatki, czyli dawnej mnie:

NAJPIĘKNIEJSZE KWIATY ŚWIATA

Mimozę znała od kilku lat i zawsze uważała tylko za kumpla. Miłość spłynęła na nią wraz z końcem lata. Nagle a gwałtownie. A także na przekór Majce, która pewnego dnia powiedziała, że ten cały piękny Mimoza zupełnie jej nie interesuje. Przeciwnie, działa jej na nerwy.

Więc najpierw Majce na złość, a potem już coraz bardziej się angażując, myślała o Mimozie, myślała, wzdychała…

Mimoza należał do gatunku Niebieskich Ptaków. Skrzydła może same mu nie wyrosły, raczej mu je doprawili, lecz i na takich nieźle fruwał. Bardzo szybko zrozumiała, że się kocha nieszczęśliwie. Mimoza nadal traktował ją jak koleżankę. Więc do perfekcji opanowała udawanie. Zupełnie obojętnej wobec niego. Demonstracyjnie omijającej wzrokiem jego sto osiemdziesiąt centymetrów.  Bo nade wszystko nie chciała, żeby on się dowiedział o jej uczuciu.

Płakała w ukryciu. Jedynie Majce powierzyła swoją tajemnicę. Nie doczekała się pociechy. Majka współczuła przyjaciółce, lecz nie podzielała jej zachwytów. Wręcz oświadczyła, że to nie Mimoza, a Meduza i Ziółko, choć jak na Meduzę, może trochę za bardzo błyszczy i za dużo ma wielbicielek.

Najpierw oburzyła ją złośliwość tej opinii. Potem w duchu przyznała Majce rację.

A obiekt? Zależnie od okoliczności raz był to Mimoza Cudowny, kiedy indziej Mimoza Bez Serca, czasem Mimoza Daleki, a czasem Mimoza Dający Nadzieję.

Żyła obok życia. Pisała wiersze o nieszczęśliwej miłości  i bez reszty pochłaniały ją rozważania na temat swojego beznadziejnie smutnego losu. Widocznie jednak dobrze się czuła w roli sentymentalnej cierpiętnicy, bo nie robiła nic, by o Mimozie zapomnieć.

Zapomnienie przyszło samo. Tak niespodziewanie jak miłość. Po prostu któregoś razu otworzyły się jej oczy. I rozejrzawszy się po ogromnej łące świata spostrzegła, że całkiem niedaleko wyrasta sobie spokojnie bardzo ładny Tulipan.

Tulipan miał czarną krótką fryzurkę i zielone oczy. Teraz on piękniał  z każdą chwilą i dziwiła się, jak mogła nie zauważyć go wcześniej.

Po niedługim czasie zapomniała o Tulipanie, nie poznawszy go nawet. Bezsprzecznie zawdzięczała mu jedno: obudzenie się do życia. Odkrycie łąki pełnej pięknych kwiatów.

Następnym był Kaczeniec. Przystojny, trochę nieśmiały, a jednak to on zrobił pierwszy krok, by mogła go dostrzec. Zaczęli wspólny spacer przez tę łąkę.

Lecz Mimoza znowu zburzył jej spokój. Nieoczekiwanym wyznaniem, że wiedział o jej dawnym uczuciu. I że je odwzajemniał. Nie dowierzała. Lecz od tej chwili jej przechadzka z Kaczeńcem bardzo szybko zaczęła zmierzać ku końcowi. Któregoś wieczoru, gdy odprowadzał ją do domu, zauroczenie przeszło równocześnie im obojgu. Dlaczego Kaczeńcowi, nie obchodziło jej. Znów myślała tylko o Mimozie.

Bała się uwierzyć jego słowom, lecz znowu wróciła nadzieja. I nic oprócz niej. Mimoza przecież lubił rzucać słowa na wiatr, nie dając im pokrycia.

Do niepewności wkrótce dołączył smutek. Mimoza za pół roku miał wyjechać z ich miasta na stałe. Nie rozpacz, smutek jedynie. I mimo wszystko wiara, że pół roku to bardzo dużo, by mógł wydarzyć się cud.

Lato przyniosło jej dużo słońca. Nie myślała o żadnych Mimozach, Tulipanach czy Kaczeńcach. Lecz gdy minęło, Mimoza znów powiedział „kocham”. Tak samo jak się mówi „jem jabłko”. Lecz jedzenie jabłka jest czynnością rzeczywistą. A „kocham” znów było tylko pustym słowem i Mimoza Dający Nadzieję kolejny raz przemienił się w Mimozę Dalekiego.

Otrząsnęła się szybko, bo na łące pojawił się ktoś nowy. Goździk. Bardzo wysoki i chudy, z licem ozdobionym czarnym wąsem. Wymieniali najpierw spojrzenia, potem uśmiechy, wreszcie połączyły ich rozmowy. Bo z Goździkiem fantastycznie można było pogadać.

Jednak to nie on, a Mimoza wciąż jej się śnił po nocach. Mimoza Coraz Dalszy…

Już przestała się łudzić. Na jego wyjazd czekała jak na wyrok. Ze ściśniętym sercem i poczuciem zupełnej beznadziei. Gdy się żegnali, życzył jej powodzenia i obiecał, że na pewno jeszcze się zobaczą. Nie wierzyła mu. Ukrywając, co naprawdę czuje, wykrztusiła z pozorną lekkością tylko dwa słowa: trzymaj się.

Wszystkie kwiaty umarły w dniu jego wyjazdu. Łąka znów zasnuła się mrokiem. Każdy dzień bez Mimozy rozciągał się w nieskończoność, a na horyzoncie wciąż nie było słońca.

Aż łąkę rozświetlił mały promyk.  List. Zwykła biała koperta, a na niej tak dobrze znane pismo.

Nie wierzyła własnym oczom. Gwałtownie biło jej serce. Biała koperta zaadresowana ręką Mimozy leżała na stole jak wykrzyknik i czekała na otwarcie.

KONIEC

(napisane w r. 1970 – ale po latach dopieszczone…)

2 thoughts on “NAJPIĘKNIEJSZE KWIATY ŚWIATA

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s