DZIAŁO SIĘ, OJ, DZIAŁO

 DSCN0090

Za mną (między innymi):

Wyjazd do podopolskich Eli i Mietka Sy (Węgry/Wengern – tam też te dwujęzyczne nazwy).
Impreza koncertowa w Starym Domu w Domecku: Reanimators Classic, Reanimators New (tu gra Mietek), Kardioband i jeszcze dwa podmioty).
Powrót w charakterze przewoźników z BlaBlaCar, zabraliśmy najpierw z Opola panią Krystynę, potem z Zielonej Góry panią Zuzannę. To nasz debiut – bardzo udany.
„Czerwony Kapturek szuka księcia”, spektakl w DK – piąte już z kolei przedstawienie w wykonaniu rodziców przedszkolnych, jak zawsze bardzo udane.
Kolejne przedstawionko w DK, tym razem premiera w wykonaniu debiutującego teatru amatorskiego „Pod Morwą”, który powstał u nas przed kilkoma miesiącami: „W kawiarni Miłości”, siedem pań z mojej półki wiekowej, sympatycznie.
Weekendowa wizyta moich koleżanek pisarek, warszawskiej Joli („Nie waż się”) i londyńskiej Zuzy („Tryptyk znad Tamizy” w „Autostopach”). Zatem przy okazji „szczyt pisarski” 😉 (one już mają ISBN, ja będę na e-booku).
Piątek tarasowy, sobota spacerowo – ogniskowa, niedziela – pa, pa na dworcu w Gorzowie i żal, że to tak szybko przeleciało.
A propos e-booka: też się dzieje, oj, dzieje. Ludzie tak zaczęli Czytaj dalej

DWA STASIUKI

stasiuki Wypożyczyłam z biblioteki dwie kolejne książki Stasiuka, „Taksim” i „Wschód”. Janek najpierw dorwał się do „Wschodu”, potem miał obawy, że po takiej lekturze „Taksim” będzie mu się mniej podobał, ale też pochłonął go migiem.
Na mnie „Wschód” wciąż czeka, czytam „Taksim”. Powolutku, by starczyło na dłużej. Dziwna, gęsta powieść ni to drogi, ni to sensacyjna, cała jestem na tym pograniczu polsko-słowackim, z zahaczeniami o Węgry, Ukrainę, Rumunię… To galopuję wraz z narratorem Czytaj dalej

MIECZEM WOJUJESZ, OD MIECZA GINIESZ

Z lat siedemdziesiątych pamiętam taki komiks Mleczki (niestety nie udało mi się go znaleźć w necie):
Idzie starszy facet w harcerskich spodenkach, dźwiga proporzec, by go przekazać, niestraszny mu trud, chłód, deszcz ani susza, krzepi go posłannictwo: „Niech teraz oni, młodzi, poniosą sztandary”. Wpada pod cysternę z napisem „Piwo” i jeden młody pyta drugiego: „Po co się tu pchał?”

II wyrozn Ogłoszono wczoraj wreszcie jurorskie wyniki konkursu „Wszystko przez tę książkę”. Tym razem nie mam się czym chwalić, bo oceny jurorskie w moim przypadku (i w kilku innych) mocno rozminęły się z czytelniczymi.
Na pociechę: wraz z czternastoma innymi opowiadaniami moje ma się znaleźć na e-booku (o ile dojdzie do jego wydania, bo wcześniejszych pokonkursowych wciąż nie ma). do ebooka
Na temat kompetencji jurorów zmilczę, wspomnę tylko, Czytaj dalej

GAŁOPAM PO JEWROPAM

Kolejna wycieczka socjalna za mną. Tradycyjnie udana, choć obfitująca w tyle punktów programu, że znów odbywała się w pędzie. Jak to takie wycieczki.
Na jednej z pierwszych, do Włoch, mieliśmy do obskoczenia Wenecję, Bolonię, Padwę, Florencję, San Marino, Pizę… Do świętego Antoniego Padewskiego pędziliśmy z dość odległego parkingu takim kłusem (z powrotem takoż), że koleżanka rusycystka (wtedy już chyba przetransformowana na germanistkę) nazwała ten rodzaj zwiedzania „gałopam po Jewropam”.

I tak już zostało. Polska od dawna znajduje się w Europie, więc czy wycieczki mamy zagraniczne, czy krajowe – zawsze po tej Europie jest galopem. W dodatku sporą część czasu zajmują sesje zdjęciowe, a jeszcze większą – stanie w kolejkach do wc, szczególnie gdy na całą grupę przypadają tylko dwa oczka.
Ale nic to! Bo zawsze jest sympatycznie, wesoło, ciekawie i bardzo integrująco, szczególnie w autokarze.

Najnowszy galop trwał cztery dni (od 4. do 8. czerwca).
Na początku zawierał Czytaj dalej

PRZYRODA NAS OLAŁA

fot. Ela Uprzedzam: tekst jest długi i monotematyczny, więc jeśli kogoś nie interesują tematy ogrodnicze, niech sobie odpuści czytanie.

W dosłownym sensie przyroda olała nas deszczem. Deszczykiem właściwie, mżaweczką maleńką – wczoraj. Dziś już znowu stepowienie.
Zaś w sensie przenośnym – ma nas gdzieś, żeby nie powiedzieć dosadniej.

Nieodmiennie najbardziej ma nas gdzieś bóbr Zenobiusz i jego banda. Tną jak chcą, każdej nocy, na bezczelnego. Nic podleców nie obchodzi, że np. piękną onegdaj zaariańską alejkę wierzbową zamieniły w obraz nędzy i rozpaczy. Wyżej, wokół domu, też oznaki olewactwa. Owszem, porządnej ziemi mamy tu tylko ze dwa centymetry po wierzchu, pod spodem zaś pobudowlany piach. Owszem, z nas takie ogrodniki, jak z koziej wiadomo co. Amatorzy i dyletanci. W dodatku naiwni, bo Czytaj dalej

WIRTUALNIEJEMY

10154989_700400750065685_6851315608917206178_n Okopujesz się, ironizujesz, nie chcesz iść w owczym pędzie, bronisz się. Aż i ty wpadasz. I od tej chwili nie ma zmiłuj.

Nie było cię człowieku na fejsie – nie istniałeś. Jesteś – z każdym dniem zaczynasz istnieć ponad miarę.
W końcu kroku nie możesz zrobić, żeby nie opadła cię sfora znajomych. Chcą twojej uwagi, rady, pomocy. Służysz im z całego serca. Nasiąkasz ich radościami. I ich toksynami. Okradają cię z ciebie, kradną cię twojej rodzinie, zabierają ci czas, w którym mógłbyś, człowieku, zrobić coś pożyteczniejszego, napisać coś, coś przeczytać albo ugotować…
Żeby nie zwariować, Czytaj dalej